Vertrauen ist gut – kontrola jest lepsza!

Niewiele brakowało, by amputowano mi nogę, na dodatek nie tą, co trzeba.

Żyjemy w kraju słynącym z solidności, dokładności, punktualności, w którym od dawna wszystko jest szczegółowo uregulowane, a jego zdyscyplinowani obywatele do tychże uregulowań karnie się stosują. Dobrze i wygodnie z tym wszystkim, rządzącym i ludowi, bo państwo za obywateli myśli, a ci z kolei myślą, że czyni to w ich interesie. Śpią więc spokojnie, zgadzając się bezwolnie na tę formę „zniewolenia”. Jednym słowem sielanka. Tak przynajmniej było do niedawna.

Za przykład funkcjonowania tego super państwa – w którym przeoczenie minimalnej wysokości bieżnika opony urasta niemal do rangi zbrodni – może posłużyć moje mieszkanie w budynku, który kilka lat temu stawiały w centrum Monachium ekipy z Polski. O lokalizacji wiedziałem grubo wcześniej, więc pomny przysłowiu „Pańskie oko konia tuczy”, często gęsto zjawiałem się na budowie, zbratawszy się niemal z pracującymi tam rodakami. Wiedziony czysto polskim instynktem postanowiłem skorzystać z tej znajomości i mieszkanko lekko zmodyfikować, likwidując jedną ze ścianek działowych. Gdy poprosiłem o to brygadzistę, ten się złapał za głowę:

– Panie, w Polsce to byśmy panu pokój dobudowali, ale tu, u tych Niemców, zwykłego kontaktu o kilka centymetrów nie możemy przesunąć!

Od niedawna jednak – parafrazując oficera z Hamleta – źle się dzieje w państwie niemieckim. Traci ono bowiem nieskazitelną od lat markę solidności na rzecz coraz powszechniejszej bylejakości, że nie powiem – partactwa.

Zaczęło się od niepoczytalnego pilota rozbijającego pełen pasażerów samolot renomowanych linii lotniczych, potem pojawił sią zaśmierdzający otoczenie (szczególnie amerykańskie!) samochód światowej marki, a nie tak dawno największy bank, z widmem bankructwa.

Wygląda na to, że bylejakość zeszła też „pod strzechy”. Odczułem to na własnej skórze, a raczej nodze, która wymagała szybkiej diagnozy. Pierwsza była zła, druga – po całej serii badań i prześwietleń – celna, lecz (UWAGA!) – opis nie dotyczył obolałej nogi!!! Całe szczęście, że nie było to skierowanie na salę operacyjną, tylko do ortopedy, który zorientował się w pomyłce. Aż strach pomyśleć, że w skrajnym przypadku ucięto by mi zdrową nogę!

Po takim doświadczeniu postanowiłem, że wszelkich amputacji – szczególnie w tym kraju – będę dokonywał bez narkozy… „na żywca”!

Vertrauen ist gut, Kontrolle ist besser! (Zaufanie jest dobre, kontrola jest lepsza!).




Bogdan Żurek