O jajkach

Felieton miał być lekki, łatwy i przyjemny, jak na sezon urlopowo-ogórkowy przystało. Nie mogłem jednak przejść obojętnie obok bulwersującego przypadku naszej biegaczki, której olimpijski laur odebrało... kilka hormonów.

Po biegu Joanna Jóźwik powiedziała: Trzy zawodniczki, które były na podium, wzbudzają bardzo dużo kontrowersji. Nie ukrywam, że dla mnie to też jest trochę dziwne, że władze nic z tym nie robią. Koleżanki mają po prostu bardzo wysoki poziom testosteronu, podobny do męskiego, dlatego wyglądają jak wyglądają i biegają tak jak biegają.

Na olimpiadzie w Rio piękna Polka, Joanna Jóźwik, w finałowym biegu na 800 metrów pań – podkreślam z naciskiem: PAŃ – zajęła piąte miejsce. Niby całkiem nieźle, ale wielu, w tym sama zawodniczka, uważa, że należał się jej srebrny medal. Na podium stanęły bowiem biegaczki z bardzo wysokim poziomem testosteronu w organizmie. Testosteron zaś, to produkowany przez jądra podstawowy męski hormon płciowy, którego nadmiar – w przypadku kobiet – powoduje nabieranie cech typowych dla panów (zwiększone owłosienie, niski tembr głosu, przyrost muskulatury, siły i agresji). Od razu odpieram argument lepiej wiedzących, że testosteron wytwarzają także jajniki. Zgoda, ale w niewielkiej ilości. Do tego, by było jaśniej i śmieszniej, złota medalistka z Rio jajników nie ma wcale, a jądra ma. Nie zmienia niczego, że wewnętrzne. Nawet gdyby je miała na głowie, „jajka“ – za przeproszeniem – to typowo męska rzecz! Mało tego, Caster Semenya jest żonata i zupełnie się z tym nie ukrywa. Podczas ślubu wystąpiła w tradycyjnym męskim odzieniu, w odróżnieniu od wybranki, która – jak przystało na kobietę – ślubowała wierność w szałowej barwnej sukni.

Ubolewając nad tym, że srebrny medal nie spoczął na polskim kształtnym biuście, a na obcej, być może nawet gęsto owłosionej piersi, uważam, iż nasza nader kobieca Joanna Jóźwik ma wszelkie prawo czuć się wicemistrzynią olimpijską. Zdaję sobie przy tym sprawę, że mój punkt widzenia to woda na młyn tych, którzy zacierają różnicę między kobietą a mężczyzną, uzależniając ją nawet od widzimisię czy też samopoczucia danej osoby. Nie będę teraz z tym polemizował. Dodam jednak, że nie chodzi tu o dyskryminację, lecz o równe szanse. Tym, co powinno wpływać na wyniki – jak zauważyła sama Joanna Jóźwik – jest praca włożona w treningi, talent i odrobina szczęścia. Dlatego też dołączam się do apelu naszej sportsmenki o przywrócenie kryterium testosteronu w dyscyplinach kobiecych. Natomiast Semenya powinna dalej startować, tylko nie z paniami.




Bogdan Żurek