Mistyka roweru

Sport rowerowy fascynuje wielu. W latach mojej młodości, kiedy to w „najlepszym ustroju na świecie” atrakcji było niewiele, prawie cała Polska żyła w maju Wyścigiem Pokoju. Takie nazwiska jak Królak, Szurkowski, Wilczyński, Szozda były na ustach wszystkich. Dzisiaj Tour de France, Giro d`Italia, Tour de Pologne, mistrzostwa w specjalnych arenach to Mega-Events sportu kolarskiego. Abstrahując od bulwersujących skandali z dopingiem, łączymy z tym sportem szereg wartości: ważny dla ciała ruch, dynamizm, witalność, wolę sukcesu, indywidualizm, ascezę, wytrwałość w dążeniu do celu, duch jedności w zespole, rezygnację z własnych ambicji ma korzyść lidera i drużyny. W Niemczech jest podobno około 65 milionów rowerzystów, czyli patrząc statystycznie, większość jeździ rowerem.

Rower – lekarstwo na wszystko…

Było to przed 17 laty. Słowa mojego rozsądnego ortopedy (dr. Kirgisa) mam w uszach jeszcze dzisiaj. Po obejrzeniu zdjęć komputerowych mojego zdezelowanego kręgosłupa zawyrokował: „Albo operacja, albo rower. Mogę Pana zoperować, ja przecież z tego żyję (!). Ale nie radzę. Polecam natomiast codzienną jazdę rowerem – dla wzmocnienia mięśni”. Na 60. urodziny przyjaciele – znając moje troski – sprezentowali mi ten wehikuł (który podobno w tym roku obchodzi jubileusz 200-lecia istnienia), i odtąd pedałuję codziennie 10–20 kilometrów, niezależnie od kaprysów pogody i pory roku. Sumując przejechane kilometry, objechałbym dookoła kulę ziemską po równiku i jeszcze połowę trasy od bieguna północnego do południowego! A zatem wspominając o zaletach roweru, wiem, co mówię!

Rower to zdrowie, to przyjazny środowisku naturalnemu środek komunikacji, zużywający jedynie energię mojego ciała, to bezpośredni kontakt z przyrodą. Rower spełnia dobrą przysługę wszystkim wymiarom mojego „ja”: służy ciału, duchowi i duszy. Na rowerowym siodle „wietrzę swoją głowę”, chłodząc rozgorączkowany mózg, uaktywniam ruchowo różne części ciała, ćwiczę uwagę i zmysł obserwacji, no i mam czas na modlitwę, na różaniec, na medytację.

„Rowerowa” medytacja

Najbardziej istotne elementy roweru to dwa koła, pedały i łańcuch z trybami. Ale do całości należą też: rama, kierownica, oświetlenie, dzwonek, bagażnik. Te wszystkie elementy roweru mogą stanowić dla mnie „odskocznię” do medytacji, do przeniesienia „rowerowych doświadczeń” na życie religijne.

Pedały i łańcuch

Cały wysiłek rowerzysty koncentruje się na pedałach. Ale dopiero łańcuch „przekłada” tę energię na ruch. Bez łańcucha, bez połączenia z tylnym kołem, cały wysiłek rowerzysty szedłby na marne. Pedały i łańcuch mogą obrazować nasze życie religijne. Niekiedy odczuwamy znużenie i zniechęcenie, zwłaszcza gdy mamy wrażenie, iż mimo pobożnych wysiłków nie czynimy w życiu wiary żadnych postępów, stoimy w miejscu. Wtedy należy skierować uwagę na „łańcuchu”, a w życiu wiary jest nim Duch Święty. On, będąc jednością między Ojcem i Synem, jednoczy wszystkich wierzących z Trójcą Świętą i między sobą. Jego twórczej obecności doświadczamy podczas modlitwy, przy lekturze Biblii, w przeżywaniu sakramentów Chrystusa, zwłaszcza Eucharystii, oraz jako „siły napędowej” (Apostołowie przeżyli Go w znakach „wichru i ognia”) w trudach codzienności i w życiu wspólnotowym.

Hamulec

Wspaniałe jest to uczucie wolności, lekkości, niezależności, polegania tylko na sile własnych nóg, gdy rower nabiera coraz większej prędkości. Ale raz po raz pojawia się rozwidlenie dróg bądź ich skrzyżowanie, albo nieprzewidziana przeszkoda, np. w lesie – spacerowicz, wyrwa w drodze, kłoda, zwierzątko. I trzeba natychmiast nacisnąć na hamulec. On chroni przed wywrotką i wypadkiem. W życiu jest podobnie. Gdy w jakiejś niebezpiecznej sprawie się zagalopowałem – konieczny jest stop! Tak dalej żyć nie mogę! Może to dotyczyć spraw osobistych, rodzinnych lub pracy zawodowej. Muszę wyhamować, zmienić „kierunek jazdy”, by w czas zapobiec niechybnie grożącemu nieszczęściu. A może realizując wytyczone sobie cele nie zauważyłem, że po drodze zadaję innym ból i cierpienie? Na szczęście pojawiają się tu i ówdzie sygnały ostrzegawcze (jak na ulicy sygnały pogotowia ratunkowego), które mówią: wyhamuj, zatrzymaj się, stop! Miej wzgląd na innych! Nie idź do upatrzonego celu po trupach! Dobrze, gdy oszołomienie prędkością jest jeszcze do pokonania i jestem w stanie wyhamować.

Koło – szprychy i oś

Już w średniowieczu przekazywano sobie poniższą przypowieść. Zwiedzający klasztor zapytali opata: „Jak to możliwe, że wszyscy mnisi, mimo różnic w ich pochodzeniu, w talentach, w charakterze i wykształceniu, stanowią jedność?”. Opat zamiast teoretyzowania posłużył się obrazem. „Wyobraźcie sobie koło. Składa się ono z obręczy, szprych i osi. Obręcz to mury klasztorne, które tylko od zewnątrz trzymają wszystko razem. Osadzone na obręczy koła szprychy „biegną” do jego środka, do centrum, którym jest oś. Szprychy to my – zakonnicy, razem tworzymy zakonną wspólnotę. Osią jest Jezus Chrystus. I z tego Centrum żyjemy, z Niego czerpiemy witalne siły. On nas scala, trzyma nas razem jako jedną rodzinę”. Słuchacze w skupieniu i z podziwem przysłuchiwali się wywodom mądrego opata, bo zrozumieli przecież coś bardzo ważnego także dla ich życia. A on kontynuował: „Im bardziej szprychy zbiegają się do środka, do osi, tym bardziej zbliżają się też do siebie nawzajem. Przenosząc to na konkretne życie: gdy zbliżamy się do Chrystusa, przybliżamy się również do siebie wzajemnie. Tylko w ten sposób możemy jako chrześcijanie żyć razem we wspólnocie i być także dla innych. W Chrystusie i przez Chrystusa!”.

 

ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak