Dzisiaj Tutaj Teraz

Martin Buber

Obecna chwila jest szatą Boga. (Martin Buber)

Nie ckliwe wspominanie szczęśliwych momentów z na ogół przesadnie idealizowanej przeszłości, nie fantazją kreowane marzenia o wyimaginowanym szczęściu, lecz optymistyczna akceptacja teraźniejszości i mądre wykorzystanie ukrytego w niej potencjału dobra i miłości – oto prawdziwa sztuka życia. Oczywiście doświadczeń z przeszłości przekreślać nie należy, a przyszłość warto rozsądnie i z dużym ładunkiem nadziei planować. Ale przede wszystkim jesteśmy powołani do życia „chwilą obecną”, a każda chwila jest bezcenna, każda – jak pisze M. Jastrun – ma „wagę złota”:

Każda chwila ma wagę złota. Ale cóż? Nie do policzenia Jak liście. Gdybym zaczął je liczyć, Położyłby się cień na moich oczach, Zgasłoby złoto.

Dla mnie osobiście już od dawna najważniejszą zasadą, niejako mottem każdego dnia, którym chętnie dzielę się z innymi, są słowa Mistrza Eckharta, odpowiadającego na pytanie ucznia, co w życiu jest najważniejsze:

Najważniejszą godziną jest ta obecna.
Najważniejszy człowiek to ten, który właśnie stoi przede mną.
Najważniejszy czyn to zawsze miłość.

Tego nauczył się ów średniowieczny mistyk oczywiście nie gdzie indziej, jak w szkole Chrystusa. Jego Ewangelia może stać się w nas rzeczywistością i życiem tylko wtedy, jeśli dosięga nas i inspiruje tam, gdzie jesteśmy i takich, jakimi jesteśmy. Wielu chrześcijan snuje marzenia o stanach, czasach, sytuacjach i uwarunkowaniach, które pozwoliłyby im być lepszym człowiekiem. Otóż nic bardziej mylnego i szkodliwego niż owa ustawiczna nostalgia za „gdzie indziej” i „kiedy indziej”. Bóg bowiem wzywa nas, budzi z letargu, i umacnia tam, gdzie jesteśmy, oraz takich, jakimi jesteśmy, czyli pośród zwyczajnej codzienności, trosk i radości, zgiełku świata, miłości lub agresji, jakie nosimy w sercach, pośród pokus i pożądań, a nawet w duchowej nędzy grzesznych upadków. Wiara jest wtedy autentyczna i żywa, gdy uzna się, że Bóg jest rzeczywiście obecny zawsze i wszędzie, czyli teraz i tutaj. To stanowi fundament prężnego życia duchowego, nacechowanego wolnością i dynamizmem ewangelizacyjnym. Bo owo „teraz i tutaj” dla chrześcijanina żyjącego w świecie współczesnym oznacza z pewnością także: „w świecie, który nie jest chrześcijański”. Widzimy coraz dobitniej, że „nasz świat”, a zwłaszcza Zachodnia Europa, jest światem, który odrzuca uparcie ingerowanie religii w jego struktury. Z drugiej strony od Vaticanum II Kościół uznaje autonomię rzeczywistości ziemskich, co znaczy, że rzeczywistości sfery profanum mają wartość same z siebie i mają prawo do naszej akceptacji i odpowiedzi miłości.

Jak zespolić miłość do świata z miłością Chrystusa?

Teolog Ph. Roqueplo życie chrześcijan niejako w dwóch światach określił jako „swoisty duchowy nomadyzm”. To jakby „stałe wędrowanie” – permanentne przenoszenie się „z tego świata”, z dziedziny profanum (z jej językiem, wymogami, obyczajami) w dziedzinę sacrum (z zupełnie innym językiem i wartościami), czyli po prostu świadoma zgoda na przeżywanie dwóch odrębnych rzeczywistości, wzajemnie sobie obcych. Tymczasem życie wymaga jedności, a każde rozdarcie jest zawsze niebezpieczne i może być posiewem duchowej śmierci. Świat doczesny i powołanie nadprzyrodzone, czyli wiara, życie według błogosławieństw Jezusa, łaska Boga, sakramenty, nie wprowadzają przecież rozdarcia w głębi naszej jaźni, ani rozłamu między chrześcijanami a innymi ludźmi, ponieważ „doświadczenie świata” jest także „doświadczeniem Boga”.Żydowski filozof Martin Buber powiedział kiedyś: „Obecna chwila jest szatą Boga”. Bóg skrywa swoją obecność i przychodzenie do nas na ogół w niepozornych „szatach”. To dotyczy nie tylko Starego Przymierza, kiedy to Izraelici wiedzieli, że Bóg jest obecny w arce przymierza – w dzień w obłoku a nocą w słupie ognistym; Mojżesz doświadczył Go w palącym się krzewie, a prorok Eliasz w lekkim powiewie wietrzyka. To samo odnosi się również do wcielonego Syna Bożego. Pomyślmy o elementach codzienności w narodzinach Jezusa w Betlejem, w Jego „życiu ukrytym” w Nazaret, o Jego przepowiadaniu i posłudze wobec chorych, o Jego cierpieniu i śmierci na krzyżu. A po Zmartwychwstaniu bynajmniej nie jest inaczej.

Jako „obcy” spotyka uczniów w drodze do Emaus, Marię Magdalenę jako ogrodnik, jako „ktoś nieznany” uczniów na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego. Co to znaczy? Otóż to, że jeżeli chcemy spotkać Boga, musimy nastawić się i być otwarci na nieoczekiwane sytuacje. On „objawia się” w najrozmaitszych znakach i wydarzeniach. Przede wszystkim jednak spotyka nas w bliźnich. To są wszystko małe, często błahe, codzienne sprawy – ale to właśnie one są decydujące dla życia wiary. Wielu ludzi nie potrafi być nigdy naprawdę szczęśliwymi tylko z tej racji, że dla nich szczęście zależne jest od tysiąca różnych rzeczy i ustawicznie im czegoś jeszcze brak. Zapominają o tym, że szczęście – tak jak mozaika – składa się co prawda z wielu części, ale one muszą do siebie pasować. Zbyt często poszczególne elementy wydają im się zbyt „małe” albo mało „barwne”, lub nie dość „interesujące”! Albo czekają na to, co sobie wymarzyli, a są ślepi na tyle innych spraw, z którymi mogliby być szczęśliwi. Nie dostrzegają wartości chwili i codziennych drobiazgów.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus modliła się tak:

Moje życie jest jak chwilą, która przemija, jak umykający dzień.
Mój Boże, Ty wiesz, by Ciebie kochać na tej ziemi, mam tylko dzień dzisiejszy.
Kocham Cię, Jezu, tęsknię za Tobą, bądź moim wsparciem na ten jeden dzień.
Przyjdź, bądź Królem mojego serca, ofiaruj mi swój uśmiech!
Tylko na dzisiaj.
Nie przeszkadza mi to, Panie, jeżeli moją przyszłość okrywa ciemność.
Ciebie prosić o coś na jutro, nie, tego nie potrafię.
Zachowaj czystym moje serce,
Twój cień niech mnie ochroni.
Tylko na dzisiaj.

ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak