Teoria krytyczna czyli początek wielkiej manipulacji

Instytut Badań Społecznych we Frankfurcie (1924)

Po zwycięstwie rewolucji bolszewickiej w Rosji komuniści uznali, że bunt robotniczy obejmie wszystkie kraje Europy. Jednak tak się nie stało. W związku z tym Międzynarodówka Komunistyczna (Komintern), pod koniec 1922 roku, zaczęła się zastanawiać nad przyczynami tego zjawiska. Rewolucjoniści nie zamierzali rezygnować ze swoich celów, zmienili jednak taktykę.

Niemieccy marksiści uznali, że klasa robotnicza zawiodła i rewolucję powinna przeprowadzić inteligencja. Na wzór moskiewskiego Instytutu Czerwonej Profesury (Институт красной профессуры) i Instytutu Marksa-Engelsa założono więc przy uniwersytecie we Frankfurcie/M (w 1923 r.) Instytut Badań Społecznych (Institut für Sozialforschung). Jego ideolodzy: Max Horkheimer, Theodor Wiesengrund Adorno, Erich Fromm, Leo Löwenthal nazwali się Szkołą Frankfurcką (Frankfurter Schule), a swoją doktrynę – Teorią Krytyczną (Kritische Theorie). Ich światopogląd opierał się na filozofii Karola Marksa i psychoanalizie Zygmunta Freuda. Ponieważ na Zachodzie bardzo negatywnie odbierano terror stalinowski i związane z nim przemiany zachodzące w Związku Radzieckim, unikano pojęcia neomarksizm i w krajach anglojęzycznych funkcjonowało określenie freudomarksizm. Zgodnie z Teorią Krytyczną zakwestionowano każdą normę, tradycję, religię, orientację seksualną, podważono aspekty tożsamości narodowej i kulturowej, zanegowano Boga i wartości moralne, ośmieszono autorytety. Myśliciele ze Szkoły Frankfurckiej wyodrębnili dwa typy rewolucji: polityczną i kulturową. Celem tej filozofii nie była poprawa systemu społecznego, lecz jego radykalna zmiana, „przewrócenie wszystkiego do góry nogami”. Freudomarksistom zależało na stworzeniu nowego typu człowieka – homo communicativus – zmianie jego psychiki i myślenia, wprowadzeniu relatywizmu moralnego oraz przejęciu instytucji i urzędów, czyli całkowitej zmianie cywilizacji europejskiej. Znany historyk Golo Mann określił Teorię Krytyczną jako „marksizm dla wyższych sfer”, czyli dla intelektualistów.

W koncepcji Szkoły Frankfurckiej wykorzystano m.in. pomysł Freuda o ‘panseksualizmie’ oraz ideę ‘rewolucji i Erosa’ – instynktu seksualnego wykorzystywanego jako narzędzie niszczenia. O ile w PRL-u uczono mnie, że rodzina jest podstawową komórką społeczeństwa socjalistycznego, to frankfurccy neomarksiści np. Wilhelm Reich i Herbert Marcuse, już w 30. latach XX w. propagowali seksualizację młodzieży, likwidację rodziny (Auflösung der Kleinfamilie), odwrócenie ról płci oraz wyzwolenie dzieci od rodzin. Rodzina, wg. Horkheimera, to tylko „kultureller Kitt” – klej trzymający rozlatujący się system kapitalistyczny. Poza tym, zgodnie z Teorią Krytyczną, wszelkie neurozy biorą się z zahamowań libido, a uwolnienie perwersyjnych zachowań to archetyp całkowitej wolności i spełnienia.

W 1933 roku, z powodu swojego pochodzenia, wszyscy współpracownicy Instytutu Badań Społecznych musieli opuścić Niemcy. Kontynuowali oni swą pracę m.in. na uniwersytecie Columbia w Nowym Yorku. W 1949 roku kilku z nich powróciło do Niemiec. Marksistowski apel „proletariusze wszystkich krajów łączcie się” zmieniono w „intelektualiści wszelakich instytucji wyemancypujcie się”. Cel powojennej szkoły frankfurckiej, której czołowym myślicielem został Jürgen Habermas, pokrywał się w dużej mierze z amerykańskim programem reedukacji faszystowskich Niemców. Socjolodzy – Adorno i Marcuse – przygotowali grunt pod rewolucję seksualną i rewolty studenckie z 1968 roku. A w latach 80-tych niemiecka partia Zielonych zawarła w swoim programie politycznym np. legalizację seksu z dziećmi. Jürgen Habermas 30 lat temu na swoich wykładach zaliczał do sukcesów Teorii Krytycznej m.in. usunięcie chrześcijaństwa z życia publicznego, odkryminalizowanie przestępstwa (to nie przestępca, a kapitalistyczne społeczeństwo/środowisko jest winne patologicznych zachowań), odestetyzowanie sztuki (nie to, co harmonijne, piękne i dobre jest sztuką, tylko to, co bezsensowne, prowokujące i odrzucające), odpatologizowanie choroby i usunięcie etyki z prawodawstwa. Ideologia stworzona przez Szkołę Franfurcką ma i dzisiaj ogromny wpływ na nas. Wielu jej adeptów zajmuje obecnie ważne stanowiska w różnych państwach i na uczelniach.

Prezydent Roosevelt mawiał: „W polityce nie zdarza się nic przypadkowo. Jak się coś zdarzy, to można być pewnym, że to zaplanowano”. Młodzi ludzie są bardzo podatni na wpływy. Młodzieży z Europy Wschodniej wmawia się obecnie wyższość kultury zachodniej. W tym celu niemieckie fundacje, dysponujące setkami milionów euro, sponsorują w krajach dawnego bloku wschodniego m.in. polityków i ich rodziny, zakładają instytuty, opłacają sympozja, media, rozdają granty, promują lobbystów. Kiedyś ludzi korzystających z takiego sponsoringu nazywano agentami wpływu – dziś nazywa się ich stypendystami, a tymczasem działalność wielu fundacji uderza niejednokrotnie nie tylko w lokalną gospodarkę, ale i w ład moralny.

Dwa i pół tysiąca lat temu Sun Zi, jeden z największych starożytnych myślicieli Dalekiego Wschodu, napisał, że najlepszą taktyką nie jest prowadzenie otwartej wojny, lecz pokojowe przejęcie wszystkiego, co ma wartość w kraju wroga i narzucenie mu własnych wartości. Współcześni uczniowie Teorii Krytycznej, dzięki swoim wpływom i pieniądzom, starają się „pokojowo” przeprowadzić we wszystkich krajach Europy rewolucję, o której marzyli działacze Kominternu. Pierwszym na szczęście się nie udało, a czy uda się drugim? To zależy od nas. Mass media piorą nam codziennie mózgi, ale, jak zauważył amerykański pisarz Henry Louis Mencken: „Najbardziej niebezpiecznym dla każdego rządu jest ten, kto potrafi samodzielnie myśleć, niezależnie od powszechnych przesądów i tabu”.

 

Jolanta Helena Stranzenbach