Gladio i żelazo czyli Bond w realu

Kto nie lubi raz na jakiś czas poekscytować się wyczynami różnych tajnych agentów ratujących świat przed złoczyńcami? Działających oczywiście zawsze w imię Dobra, choć nie zawsze zgodnie z literą prawa. To filmy, ale przecież szpiedzy, agenci i tajne organizacje istnieją w realnym świecie. Czy zawsze odgrywają pozytywną rolę w zmaganiach rządów o globalny pokój i porządek

W czasie zimnej wojny stworzono w Europie Zachodniej tajną armię, która w razie ekspansji Związku Radzieckiego miała przeprowadzać akcje partyzanckie i sabotażowe. Zorganizowano dla niej tajne składy broni, a wysocy oficerowie Gladio (łac. miecz) zostali wyszkoleni przez amerykańskich komandosów i brytyjskie siły specjalne SAS. O istnieniu tej organizacji wiedzieli tylko najwyżsi członkowie zachodnioeuropejskich rządów. Gdy we Francji i Włoszech coraz więcej obywateli zaczęło sympatyzować z partiami komunistycznymi, zastosowano tzw. strategię napięcia (strategia della tensione) i aby zdyskredytować Lewicę oraz zastraszyć społeczeństwo przeprowadzono w latach 70-tych i 80-tych spektakularne ataki terrorystyczne (najkrwawszy miał miejsce 02.08.1980 roku na dworcu w Bolonii, w wyniku którego zginęło 85 osób, a przeszło 200 zostało rannych). Oficjalnie przypisano je komunistycznym organizacjom wywrotowym, m.in. Czerwonym Brygadom i ugrupowaniu Baader-Meinhof. False Flag Strategy odniosła sukces. Społeczeństwo żyło w ciągłym strachu, co pozwoliło rządzącym podnieść wydatki na wojsko i policję. O setkach ofiar wkrótce oczywiście zapomniano. Dopiero w 1990 r. włoski premier Giulio Andreotti przyznał publicznie, że wiedział o istnieniu we Włoszech i w 15 innych europejskich krajach tajnej organizacji Gladio wspieranej przez NATO.

W reakcji na włoskie dochodzenia sądowe również w pozostałych państwach zaczęto prześwietlać działalność paramilitarnych struktur nazywanych też Stay-behind- Organisation (ang. pozostań z tyłu), lecz czyniono to niezbyt intensywnie. Sympatycy teorii spiskowych snują przypuszczenia, że Gladio mogło stać za dokonanym w 1980 roku zamachem na monachijski festiwal piwa – Oktoberfest. Oczywiście teorii spiskowych nie traktuje się poważnie, ale trzeba je odróżnić od praktyki spisku. Przykładem tejże może być Luksemburg, gdzie w roku 2013 postawiono zarzuty dwóm policjantom oskarżonym o dokonanie w latach 80-tych aż 18 zamachów. Niegodziwości popełniane w imię racji stanu usprawiedliwiano również w Polsce. Służby specjalne PRL-u bywały wmieszane w skrytobójstwa, tortury, przekupstwa, a także handel bronią i narkotykami. W latach 60-tych odpowiednie departamenty zlecały przestępstwa na Zachodzie, z których zyski miały wesprzeć działalność operacyjną wywiadu i kontrwywiadu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Przemycano m.in. dewizy, biżuterię i złoto. Zdarzało się jednak często, że wysocy oficerowie MSW i Milicji Obywatelskiej zamiast działać na rzecz państwa sami korzystali ze zdobycznego majątku. W 1971 r., podczas jednego z wewnętrznych śledztw, funkcjonariuszom zarekwirowano 82 kilogramy złota, 150 tys. dolarów oraz ok. 5 mln zł ukrytych na działkach rekreacyjnych nad Zalewem Zegrzyńskim. Aferze nadano kryptonim „Zalew”.

Takich akcji było oczywiście więcej. Instytut Pamięci Narodowej wydał publikację źródłową o aferze „Żelazo”, w której uczestniczyli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i działający na ich usługach agenci – przestępcy. Do roku 1971 tajni współpracownicy SB dostarczali władzom PRL nie tylko informacji o polskich emigrantach na Zachodzie, ale kradli luksusowe samochody czy ciężarówki z amerykańskim sprzętem komputerowym. Oni również „w imię wyższych racji” napadali na banki, sklepy jubilerskie oraz dokonywali milionowych wyłudzeń. W ten sposób zdobyte łupy wysyłano do Polski w kontenerach, koleją i prywatnymi samochodami pod czujnym okiem organów państwowych oraz za wiedzą enerdowskiej STASI. Podczas tych napadów ginęli postronni ludzie. Czy umierali w imię Prawa i Pokoju, czy partykularnego interesu rządu jakiegoś państwa?

Oszukani oszusci

Agenci-przestępcy wplątani w matactwa MSW otrzymali obietnicę nietykalności podczas prowadzenia dalszej działalności przestępczej w kraju i bardzo nikłą część niewyobrażalnego wręcz łupu z akcji „Żelazo”. Większość, czyli ok.150 kg złota i kosztowności oraz dobra materialne warte miliony marek, rozkradli zasłużeni towarzysze z PZPR. Wiadomo, że pewną ich część sprzedano po dostępnych cenach w kantorze dla prominentów w urzędzie przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Można to uznać za paserstwo. Jednak żaden z członków szajki związanej z aferą nie poniósł odpowiedzialności karnej. Jedynie generał MO, Mirosław Milewski, został usunięty z PZPR, a Franciszek Szlachcic – minister MSW – dostał naganę partyjną. W 1990 roku prezydent Jaruzelski ogłosił, że sprawę zatuszowano „dla dobra kraju”, by nie dekonspirować metod działalności polskiego wywiadu za granicą. Niektórzy funkcjonariusze związani z aferą „Żelazo” nie zakończyli na niej swej „agenturalnej” działalności. Kontynuowali ją w tzw. gangu młotkarzy. Grupa ta – Hammerbande - liczyła około 100 członków i była koordynowana z Koszalina. W latach 90-tych stała się postrachem jubilerów w całej Europie Zachodniej i krajach skandynawskich… Ciekawe, jakie organizacje zastąpiły Gladio, Hammerbande i wiele, wiele innych, oraz kto i jakimi metodami walczy współcześnie o pokój w Europie. Wolelibyśmy, żeby to byli agenci na wzór Jamesa Bonda, ale cóż, życie jest życiem, a nie hollywoodzką produkcją…

Jolanta Helena Stranzenbach