LOTNICTWO - Przełomowe projekty drugiej wojny światowej

W 1938 r. na wystawie lotnictwa w Paryżu duże zainteresowanie wzbudził polski bombowiec o metalowej konstrukcji, pokryty blachą duralową (rodzaj aluminium) – PZL 37 „Łoś“. Parametry techniczne tego dwusilnikowego dolnopłata były tak doskonałe, że wiele krajów było zainteresowanych kupnem gotowych samolotów lub licencji na ich produkcję. Bombowiec osiągał prędkość ponad 360 km/h., a jego max. zasięg bez ładunku wynosił ok. 1700 km. Podczas ataku Niemców na Polskę w 1939 roku Łosie przewyższały o klasę najlepsze niemieckie bombowce typu Heinkel He 111 i Donier Do 17, a po klęsce wrześniowej trafiły jako łup wojenny do Związku Radzickiego i do Rzeszy.

Spitfire i Moskito

Jednak w historii lotnictwa najwięcej entuzjazmu wzbudził Spitfire (ang. złośnik, choleryk), który doskonale spisywał się zarówno nad śniegami Arktyki, jak i pustyniami Afryki Północnej. To 620 Spitfire’ów Mk I i bombowców Hurrikane od połowy lipca 1940 roku przez 17 tygodni walczyło przeciw 3,5 tys. Messerschmittów i Sztukasów (bombowce nurkujące Junkers Ju87) o panowanie na niebie Anglii. W bitwie tej chodziło Niemcom przede wszystkim o zniszczenie kraju i skłonienie premiera Churchilla do wycofania się Wielkiej Brytanii z działań wojennych. Ponieważ walki toczyły się wyłącznie w powietrzu, produkcja samolotów stanowiła dla rządu brytyjskiego priorytet. Minister odpowiedzialny za lotnictwo prosił nawet kobiety: „Oddajcie nam swoje aluminium (...) zamienimy garnki i patelnie w Spitfire´y i Hurricane´y, Blenheimy i Wellingtony”. Zbiórka rondli zapewne niewiele pomogła, ale na pewno podbudowała morale społeczeństwa. RAF odpowiadał także za ochronę konwojów okrętów płynących z Ameryki do Europy. Zadanie to okazało się trudne, dlatego alianci planowali umieszczenie na środku Atlantyku lotniskowca wykonanego z pykretu, czyli mieszaniny lodu z trocinami. Dwunastometrowej grubości burty statku miały być odizolowane gumą i chłodzone sprężarkami. Prace nad lotniskowcem HMS Habbakuk zostały jednak przerwane. Równie fantastycznym jak lotniskowiec z lodu wydawał się początkowo projekt Geoffreya de Havillanda, który zakładał wyprodukowanie z 6 ton drewna i 50 tys. mosiężnych śrub samolotu wielozadaniowego Moskito, nazywanego również „drewnianym cudem” lub „marzeniem termita”. Złośliwcy mówili, że ten samolot mogłaby produkować fabryka fortepianów. Tak wyśmiewany, okazał się jednak fantastycznie zwrotny i do końca wojny wyprodukowano jego 8000 sztuk i wyposażono w nie m.in. dwa polskie dywizjony. Niemcy przyznawali swoim pilotom dwa zestrzelenia za unieszkodliwienie jednego Moskita.

Niewidzialna tarcza

Brytyjską tajną bronią stały się radary. Nabrzeżne stacje radiolokacyjne, pierwsze tego typu na świecie, nakierowywały myśliwce, które strącały samoloty agresora. W styczniu 1943 r. brytyjskie samoloty atakujące Hamburg po raz pierwszy użyły do nawigacji mobilnego systemu radarowego, a żeby zmylić radary przeciwnika, wyrzucały w powietrze wiązki niewielkich aluminiowych pasków. Naprowadzane radarem reflektory niemieckie, szukające na niebie samolotów RAF-u, traciły przez to skuteczność. W ten sposób zniwelowano niemiecką przewagę w powietrzu. Sześć tygodni później Niemcy zastosowali podobną technikę podczas nalotów na Londyn.

Wunderwaffe

Dzięki pomocy Armii Krajowej w 1943 roku wywiad brytyjski zidentyfikował nową, „cudowną“ broń Hitlera – bezzałogowy bombowiec napędzany silnikiem pulsacyjnym, Fieseler Fi 103, znany też jako V-1. Kierowane drogą radiową rakiety V-1 były o wiele skuteczniejsze niż zwykłe bomby lotnicze o podobnej masie. Wystrzeliwano je w kierunku Anglii z wyrzutni umieszczonych na wybrzeżu Francji. Niemcy pracowali nad tym, aby pociski V-2 trafiały obiekty usytuowane nawet w Nowym Jorku.

Latajace skrzydło

Po klęsce w Anglii szef Luftwaffe Hermann Göring ogłosił program „trzy razy tysiąc”. Nowe samoloty miały z prędkością 1000km/h przenieść 1000 kg bomb na odległość 1000 km. Po utracie baz paliwowych w Besarabii niemieccy naukowcy zaczęli prace nad użyciem paliw zastępczych i tak prof. Alexander Lippisch skonstruował P.13a – myśliwiec ze skrzydłem w układzie delta z silnikiem strumieniowym, napędzany granulatem koksowym nasączonym olejem napędowym. 800 kg koksu miało starczyć na 40-minutowy lot. Pomysły niemieckich konstruktorów zaczęły wyprzedzać możliwości aliantów, np. bracia Reimar i Walter Horten skonstruowali latające skrzydło o rozpiętości 42 metrów. Samolot wykonany ze sklejki drewnianej był niewykrywalny dla radarów. Horten H IX z dwoma silnikami odrzutowymi został zrealizowany w styczniu 1945 roku. Planowano, że w następnym roku będzie mógł dokonywać bombardowań międzykontynentalnych. Na szczęście wizjonerskie projekty niemieckie nie zostały zrealizowane. Po wojnie prototypy i samoloty w ramach tajnej misji „Seahorse“ wraz z planami, patentami i naukowcami wywieziono do USA. W latach osiemdziesiątych XX w. skopiowano Hortena np. przy produkcji amerykańskiego bombowca Stealth B2, a i NASA wykorzystała niektóre elementy niemieckich samolotów do własnych projektów

Historia wynalazków jest niezwykle fascynująca, a z jej śledzenia można wyciągnąć wniosek, że prawdziwe jest powiedzenie „potrzeba matką wynalazku”. Szkoda tylko, że często owa potrzeba wiąże się z działaniami wojennymi. Warto też przypomnieć słowa Alberta Einsteina z 1947 r.: „Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie swiatowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie”.

Jolanta Helena Stranzenbach