Lwów subiektywny

Obiecałem Państwu w poprzednim liście, że jakiś czas zanudzać Was będę opowieściami o Lwowie. Słowo się rzekło…

Pamięć już nie ta

Bardzo się cieszę. No oczywiście z jubileuszu Mojego Miasta! Co by nie powiedzieć, fakt, że w Bawarii – i nie tylko – działa polska gazeta, jest sukcesem. Że to nie jest efemeryda, a działa i jest czytana już dziesięć lat, jest wartością samą w sobie. Chciałem i ja wypiąć się do zaszczytów i pochwał (pamiętając jednak, że zapominam i redaktor Bogdan Żurek zawsze musi wysyłać mi maila: „Pamiętasz o MM?”). Nie wiem, czy przez to pisanie do Państwa, czy przez to przypominanie, wydawało mi się, że jestem w MM „od zawsze”. Mając na względzie ułomność ludzkiej natury i fakt, że jeden z moich Przyjaciół opowiadał najpierw, jak to siedział na kolanach Marszałka, a dziś doszedł już do kolan Kościuszki, postanowiłem sprawdzić.

No i mamy Amerykanów

Zaproszenie do Lwowa


No, Kochani, żadne tam „Kanary”, Francje-elegancje, Dolomity. Jeżeli chcecie być szczęśliwi na długo oczekiwanym urlopie, koniecznie, ale to koniecznie, wybierzcie się do Lwowa. Byłem tam w tym roku trzy razy, więc może nie jestem ekspertem, ale wiem, co mówię.

Jesteśmy fajni


Wadą, myślę, że jedyną, dwumiesięcznika jest kłopot dla felietonisty. Pomijam już, że w pewnym wieku, autor zapomina , że zbliża się, albo - co nie daj Boże - minął termin składania materiału. Ważniejsze jest to, że odchodzą w niepamięć wydarzenia ważne i istotne, a nie o wszystkich minionych warto i można wspominać.