Pamięć już nie ta

Bardzo się cieszę. No oczywiście z jubileuszu Mojego Miasta! Co by nie powiedzieć, fakt, że w Bawarii – i nie tylko – działa polska gazeta, jest sukcesem. Że to nie jest efemeryda, a działa i jest czytana już dziesięć lat, jest wartością samą w sobie. Chciałem i ja wypiąć się do zaszczytów i pochwał (pamiętając jednak, że zapominam i redaktor Bogdan Żurek zawsze musi wysyłać mi maila: „Pamiętasz o MM?”). Nie wiem, czy przez to pisanie do Państwa, czy przez to przypominanie, wydawało mi się, że jestem w MM „od zawsze”. Mając na względzie ułomność ludzkiej natury i fakt, że jeden z moich Przyjaciół opowiadał najpierw, jak to siedział na kolanach Marszałka, a dziś doszedł już do kolan Kościuszki, postanowiłem sprawdzić.

Z zaniepokojeniem, acz cierpliwie, sprawdziłem archiwalne numery MM. I co się okazuje? Wcale nie byłem „od zawsze”! Pierwszy swój list do Państwa napisałem w… styczniu 2009 roku. Zamieściłem w liście taki to smakowity opis spotkania „Wielkiej Trójki” w Teheranie:

„Głos zabrał Stalin.
– Strona sowiecka proponuje – powiedział – żeby, zaraz po zakończeniu wojny, rozstrzelać sto tysięcy niemieckich oficerów.
– Nigdy się na to nie zgodzę – wykrzyknął Churchill – To nie jest możliwe! Tego nigdy nie zaakceptuje demokratyczne społeczeństwo Wielkiej Brytanii!
Churchill był coraz bardziej wściekły. Czerwony na twarzy zerwał się zza stołu.
– Gdybym miał podpisać taki barbarzyński akt – krzyczał – wolałbym, by zaraz wywleczono mnie na klomb przed pałacem i rozstrzelano!
Zapadła chwila ciszy. Stalin przeciągle spojrzał na Berię
– To się da zrobić – powiedział spokojnie.”

Bardzo lubię ten opis, dlatego pozwalam sobie go powtórzyć, nie licząc wcale, że przypominanie tej rozmowy nauczy kogoś wyciągać wnioski z historii, o stosunkach z Rosją nie wspomnę. Tak czy inaczej, swój prywatny jubileusz 10-lecia z MM obchodzić będę – jak Pan Bóg da doczekać – w styczniu 2019 roku. I proszę tych, co mają lepszą pamięć, by w tym roku pogratulowali mi bardzo serdecznie.

Tymczasem, pamiętając wszystko, co napisałem na wstępie, serdecznie gratuluję Wydawcy, Przyjacielowi Bogdanowi, który spina całość i towarzyszy mi od lat na tej samej stronie, wszystkim publikującym tu swoje teksty, zdjęcia. Wreszcie pogratulować chciałem ekipie, która zbiera reklamy, bez których Nasze – Moje Miasto – nie mogłoby się ukazywać.

Jeśli zaś moje Listy z Berdyczowa (lub choć jeden) Państwu się spodobały lub zainteresowały, proszę uprzejmie wypić za moje zdrowie bawarskie piwo w Angielskim Ogrodzie.

Krzysztof Dobrecki