Kolorowe tramwaje

Dzieci nie liczą czasu, toteż wystarcza im go na gruntowne obserwacje. /Jakob Bosshart/

Przekonać mego męża do spędzenia wakacji w Polsce wcale nie jest łatwo. Jednak od pewnego czasu nie muszę już tego robić. Sam nie może doczekać się, kiedy wreszcie wyjedziemy do kraju. A powodem jest OFF, czyli festiwal muzyki alternatywnej. Odbywa się w sierpniu w Katowicach. Przyjeżdżają na niego artyści z całego świata, w tym z USA, UK, Francji czy Szwecji. Miasto przez trzy dni i trzy noce tętni życiem i roi się od turystów, którzy ściągają specjalnie na tą imprezę. Wstęp dla dzieci jest bezpłatny i pełno na niej atrakcji nie tylko dla dorosłych, ale też maluchów.

Gdy po trzech dniach występy zakończyły się, wybraliśmy się na spacer po mieście. Modernizacja infrastruktury tramwajowej w samym centrum miasta, wyburzany stary supermarket, w miejsce, którego ma powstać nowe pięciokondygnacyjne centrum handlowe, nadal trwające budowy wokół dworca kolejowego, stworzyły z Katowic jeden wielki plac budowy. Lejący się z nieba skwar, unoszący w powietrzu kurz i wymieniane płytki chodnikowe wręcz zniechęcały do spaceru. Smutno i szaro – pomyślałam, starając się przedostać na drugą stronę rozwalonej ulicy.

Mamusiu, zobacz jak tu kolorowo!

– wyrwał mnie z zamyślenia synek.
Kolorowo? – przemknęło mi przez myśl, rozglądając wokoło. Co w tej szarości jest kolorowego? – zastanawiałam się przyglądając robotnikom pracującym w upale. Mamusiu, tam! – Sasha szarpnął mnie za rękę – wskazując na mknący po szynach tramwaj - ładny? – w jego glosie zabrzmiał prawdziwy zachwyt. – Ładny – zgodziłam się zaskoczona. Możemy zatrzymać się i popatrzeć? – poprosił, gdy zbliżaliśmy się do przystanku tramwajowego. – Możemy – odrzekłam i dopiero teraz zauważyłam, że tramwaje nie są stare, tylko kolorowe. Każdy inny. Żółte, niebieskie, czerwone, białe, a nawet różowe, wymalowane w napisy mknęły powoli po klekoczących szynach. Zatrzymywały się przed nami i odjeżdżały.

A dlaczego w Monachium wszystkie tramwaje są niebieskie?

– Niebieskie? – nagle zdałam sobie sprawę, że tyle lat mieszkam w Monachium, a nigdy nie zwróciłam uwagi na kolor tramwaju. Zawsze patrzę na numer.

Tak. Wszystkie tramwaje są niebieskie, autobusy też - pewnym głosem stwierdził mój synek – nie ma tak kolorowo jak tutaj

- dodał z nostalgią.

Sasha mógłby godzinami stać na przystanku i przyglądać się tramwajom, lecz mąż zaproponował, abyśmy już poszli i zaraz za teatrem skręcili w prawo.

– Ale tam nic nie ma

– popatrzyłam na niego zaskoczona. Zobaczysz. Po chwili staliśmy przed sześciopiętrowym blokiem z lat siedemdziesiątych, a mój mąż z zapałem klikał zdjęcia.

To jest unikatowe. Tylko w Polsce można coś takiego zobaczyć

– mówił z zachwytem, a ja przyglądałam mu się z osłupieniem.

Tu jest tak kolorowo

– wtórował mu syn i uśmiechając się do mnie zapytał:

możemy pomalować sobie tak balkon jak wrócimy do Monachium?

Obaj mężczyźni, duży i mały, podziwiali blok, w którym każdy balkon pomalowany był na inny kolor. Fiolet i pistacja, róż i błękit przeplatały się na przemian z pomarańczą i cytryną. Można było odnieść wrażenie, że mieszkańcy robili wszystko, aby mieć inny kolor niż sąsiad. Nigdy wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, mimo iż przechodziłam tą ulicą setki razy.
Może więc warto spojrzeć na Polskę oczami dziecka, dostrzec jej piękno, zachwycić się kolorami zamiast ciągle przyglądać się cyfrom, dostrzec piękno tam, gdzie wcześniej go nie zauważaliśmy: przyjrzeć się kolorowym tramwajom i tęczowymi balkonami, a przede wszystkim zatrzymać się na chwilę. Dzieci są prawdziwymi obserwatorami tego świata, gdyż - jak napisał Jakob Bosshart - „dzieci nie liczą czasu, toteż wystarcza im go na gruntowne obserwacje”. Nie potrzebują też wielkich okazji i specjalnych imprez, imponujących liczb i światowych wydarzeń aby popaść w zachwyt nad czymś, czego my nie zauważamy.

 

Aldona Likus Cannon