Made in Poland

 

Cudze chwalicie, swego nie znacie – sami nie wiecie, co posiadacie. (Stanisław Jachowicz)

Wszystko zaczęło się od przypadku. Najpierw mąż postanowił kupić czajnik do parzenia kawy. Czajnik jak czajnik, ale on się uparł, że musi być srebrny. Jak na złość w sklepie były wszystkie kolory, począwszy od żółtego poprzez pomarańczowy, niebieski, zielony, czerwony, a skończywszy na czarnym. Srebrnego nie było

Mnie spodobał się niebieski, idealnie pasowałby do błękitnej zastawy z Bolesławca, ale mąż wytłumaczył, że jest niepraktyczny. Obstawał przy metalowym srebrnym i nie wyobrażał sobie powrotu z wakacji we Włoszech bez oryginalnej włoskiej kawiarki, w której mógłby codziennie parzyć kawę.
Tym to sposobem większość czasu upłynęła nam na poszukiwaniu odpowiedniego imbryczka. Wprawdzie sklepowe półki uginały się od różnorodnych czajniczków, lecz żaden mu nie odpowiadał.
W końcu znaleźliśmy. Idealny. Srebrny z czerwonym uchwytem. Oryginalny. Stał na ekspozycji przy wejściu do supermarketu w towarzystwie białej porcelany i z daleka rzucał się w oczy.
– O taki właśnie mi chodziło! – wykrzyknął mąż, z zachwytem przyglądając się cacku włoskiej firmy Bialetti, niekwestowanego lidera w sprzedaży kawiarek na całym świecie.
Dwie porcelanowe filiżanki i upragnione cacko szybko stały się naszą własnością i dopiero później zauważyliśmy, że jest na nich napisane „Made in Poland”.
– A nie mówiłem ci, że Polacy podbijają świat – triumfował dumnie mąż, który jest nie tylko wielbicielem polskiej sztuki, ale ma też lepsze zdanie o Polakach niż niektórzy Polacy.
– Jedna jaskółka wiosny nie czyni – odrzekłam z polską przekorą.
Wkrótce przekonałam się, że tych jaskółek jest więcej. Dzieci uparły się, że muszą coś kupić babci. Coś bardzo ładnego i tylko od nich. Co dokładnie, nie miały pojęcia. Poszliśmy więc do „Tigoty”. We Włoszech to odpowiednik niemieckiego Müllera, w którym jest wszystko lub wiele więcej niż wszystko. Jak zwykle stanęłam przed półką z włoskimi kosmetykami, a dzieci biegały po sklepie, szukając czegoś dla babci. Wreszcie zachwycone przybiegły i stwierdziły, że muszę to zobaczyć, bo takich pięknych to jeszcze nigdy nie widziałam.
Ucieszyłam się, że oboje są zgodni, bo to nie zdarza się często, a jednocześnie ciekawa byłam, co tak bardzo ich zachwyciło. Szybko przyprowadziły mnie przed regał z wielobarwnymi różnej wielkości i o różnych zapachach świeczek.
• Zobacz, jaka piękna – zachwycała się córeczka, podając mi czerwoną świeczkę w róże.
• Powąchaj, jak ta ładnie pachnie – licytował synek, wręczając lawendową.
• Babcia będzie zachwycona. Ona takich ślicznych jeszcze nie widziała – przekonywała córka, gdy syn, trzymając w ręce jedną ze świec, niespodziewanie wykrzyknął:
• Przeczytaj, co tu jest napisane! „Made in Poland”!
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Na aromatycznych świeczkach holenderskiej firmy Bolsius dumnie widniał napis „Made in Poland/Produit un Pologne”.
• Tym razem wrócimy z włoskich wakacji z polskimi prezentami – śmialiśmy się przy kasie.
Lecz gdyby ktoś myślał, że to koniec naszej polskiej przygody, to nic bardziej mylnego. Przed wyjazdem odwiedziliśmy znajomych, którzy właśnie kupili drewniane meble z Ikei. Z niekrytą dumą opowiadałam o naszych włosko-polskich prezentach, gdy ich synek, składający z tatą szafę do dziecinnego pokoju, zawołał:
– Ale tu też jest napisane „Made in Poland”.
Jednym słowem Polacy i produkty wytwarzane w Polsce podbijają świat, choć my ciągle bardziej cenimy wyroby z Zachodu, bo jak napisał Stanisław Jachowicz: „cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”.

Aldona Likus Cannon