Mercantour - Alpi Marittime

Łańcuch górski Alpes-Maritimes – Alpi Marittime wznosi się w odległości zaledwie 80 kilometrów od Lazurowego Wybrzeża i ciągnie się na północ w stronę Włoch. Palmy i drzewa oliwne niepostrzeżenie ustępują miejsca modrzewiom i sosnom. To jedna z najdalszych południowo-zachodnich części Alp. Ten piękny zakątek Europy położony na pograniczu włosko-francuskim póki co nie jest masowym celem dla turystów, którzy częściej z konieczności oglądają wierzchołki tych gór jadąc nad Lazurowe Wybrzeże do Monte Carlo, Cannes i Nicei.

Najpierw trzeba się wspiąć w górę. Można pociągiem, który codziennie o 9 rano rusza odważnie z dworca w Nicei na podbój Alp. Nieprawdopodobna wręcz sieć wiaduktów i tuneli toruje nam drogę pośród miasteczek zawieszonych wzdłuż urwiska: Sospel, Fontan, Saorge, Tende. Wszędzie zachowały się średniowieczne i barokowe domy, kościoły, kaplice. Jedną z nich koniecznie trzeba zwiedzić: kaplicę Notre-Dame-des-Fontaines zbudowano w XV wieku w ustronnym zakątku nieopodal miasteczka La Brigue. Ściany zdobią przepiękne freski na temat życia Chrystusa, pełne ekspresji, która oddziaływać miała na wiernych, tak jak na nas film czy komiks. Planując wędrówkę nie można pominąć miejscowości Tende, położonej tuż przy francusko – włoskiej granicy w Alpach Nadmorskich.

To miasteczko malowniczo usytuowane w dolinie rzeki Fiume Roia, która uchodzi do morza we włoskiej miejscowości Ventimiglia może być fantastycznym plenerem fotograficznym. Nie tylko ze względu na swój górski charakter, ale także wąskie uliczki, przy których stoją stare kamienne domy. Pierwsze co warto zrobić w Tende to wdrapać się na wzgórze z cmentarzem. Góruje ono nad miasteczkiem, więc nie sposób przegapić tę atrakcję. Na górze stoi wieża z dzwonem i zegarem, a tuż obok niej wysoki fragment ściany starego zamku z XIV wieku. To pozostałości po twierdzy należącej do dawnych władców regionu, która miała chronić granicę. Obiekt został rozebrany w XVII wieku na polecenie Ludwika XIV, tak jak m.in. zamek na Wzgórzu Zamkowym oraz w Eze. Tuż za cmentarzem znajduje się ścieżka via ferrata, którą dojdziesz w wyższe partie skał nad Tende. Jest tam m.in. mostek przewieszony nad przepaścią, który widać z dołu.

Ja wybieram inny sposób – katuję wspinaczkowe drogi ze strony włoskiej, aby po kilku dniach wędrówki dotrzeć nad Morze Sródziemne i w miejscowości Menton skorzystać z orzeźwiającej kąpieli w morzu. Otaczające mnie góry należą do Parku Narodowego Mercantour – Alpi Marittime. To najbardziej dziki i nieodkryty park we Francji. To właśnie tutaj w 1992 roku wróciły i zadomowiły się wilki. Dawniej Park Narodowy Mercanour był królewskim rezerwatem, w którym odbywały się często polowania. W 1979 roku został oficjalnie założony, a w roku 2001 wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Od tego czasu nikt tu nie poluje. „Wilki terroryzują tutejszych pasterzy, zabijając dziesiątki owiec. Władze wprawdzie obiecują hodowcom odszkodowania, jednak ci żądają pozwolenia na odstrzał zwierząt” – tłumaczy mi towarzysząca w trakcie wędrówki francuska przewodniczka – Sophie Poudou. „Jeszcze niedawno ekolodzy alarmowali, że wilki zostały całkowicie wytępione we francuskich Alpach. Po ich protestach tamtejsze władze regionalne sprowadziły drapieżniki z Włoch i pozwoliły im się rozmnożyć. Wilki miały się nawet stać turystyczną atrakcją francuskich Alp” - tłumaczy Sophie. Jednak – jak twierdzą tamtejsi rolnicy – zwierzęta rozmnożyły się i to za bardzo. Na razie trudno oszacować, ile drapieżników grasuje w regionie. Wiadomo jednak, że w ostatnich latach zabiły one w okolicy wiele tysięcy owiec.

Moja droga prowadzi najpierw do serca gór, włoskiego Terme di Valdieri – dawnego uzdrowiska. Stamtąd można urządzać wspaniałe wycieczki w środkowy rejon Alp Nadmorskich. Turysta, który przybędzie do Terme nie będzie zaskoczony: dostrzeże tylko mały parking, kilka pensjonatów, hotel oraz centrum informacji turystycznej. To przedstawia zagospodarowanie Alp Nadmorskich. Niedaleko wznoszą się na imponującą wysokość najpiękniejsze i najwyższe szczyty pasma. Warto w tym miejscu zaproponować kilka tras w rejonie Argentery o różnym stopniu trudności. Najpiękniejsza wycieczka, a przy tym nietrudna w skali turystycznej prowadzi do jezior Frema Mortaw dosłownym tłumaczeniu „jezior umarłych kobiet”. Droga najpierw prowadzi do początku doliny Valle di Sturo, następnie wznosi się na potężny stok. Wiedzie stromo do góry na grań. Szlaki w Alpach Nadmorskich są dobrze oznakowane. Zazwyczaj oznaczają je drewniane strzałki z oznaczeniem miejsca docelowego i orientacyjnego czasu przejścia. Infrastruktura jest również rozbudowana. Dużo jest tu schronisk (rifugio) czynnych w okresie letnim albo i cały rok oraz niezamieszkałych schronów (bivacci). Schrony są zazwyczaj bezpłatne. Za nocleg w schronisku trzeba zapłacić ok. 20 Euro.

 

Ciekawe trasy wycieczkowo-trekkingowe znajdziemy również po francuskiej stronie Alp Nadmorskich. W głębi doliny Royi wznosi się na wysokość 2872 metrów szczyt Bégo. I właśnie u jego stóp, po obu stronach przełęczy Valmasque, znajdziemy „Kotlinę Cudów” – prawdziwe muzeum prehistorii pod gołym niebem. Trzeba się najpierw trochę potrudzić – od 2 do 3 godzin wspinaczki. „Być może, wzmocni cię świadomość, że idziemy trasą pielgrzymów z epoki miedzi i brązu, którzy przeobrazili podnóże góry Bégo w świątynię boga deszczu i bogini płodności” – motywuje mnie przewodniczka Sophie Poudou. Tak brzmi jedna z naukowych interpretacji około 40 tysięcy rysunków, które w latach 3200–1700 przed naszą erą wyryto na płaskich głazach wypolerowanych przez lodowiec. Formy geometryczne, niezliczone rogi byków, zaprzęgi ciągnące pług albo bronę, twarze i ludzkie sylwetki z halabardą lub sztyletem w ręce. Tabliczki z wyjaśnieniami pomogą nam je rozszyfrować, ale radzę jednak wybrać się na wycieczkę z przewodnikiem, gdyż tylko z nim można zboczyć ze ścieżki i obejrzeć najciekawsze grawerunki: zdumiewający tułów z rękami w kształcie zygzaków czy też błyskawic, człowieka z głową, w którą wbito olbrzymi sztylet, tancerkę, szefa plemienia i czarownika. Od końca XIX wieku kilka pokoleń archeologów głowi się nad tajemnicą kultu, którego świadectwem miałyby być rysunki spod góry Bégo. Przypuszcza się, że wyryli je pierwsi rolnicy i pasterze, najpierw za pomocą krzemienia, a później narzędzi takich, jak sztylety i noże. Być może, wybrali górę Bégo ze względu na częste burze nadciągające znad Morza Śródziemnego? Być może byli pod wrażeniem niezwykłego krajobrazu? Wyobraźmy sobie pole bitwy Tytanów ciskających wielotonowe głazy o pomarańczowym lub zielonkawym odcieniu, który nawet dzisiaj wydaje się magiczny. Niektórzy naukowcy dopatrzyli się w Kotlinie Cudów pierwszego zegara słonecznego. Inni – ideogramów. Jedna z ekip badawczych podjęła benedyktyńską pracę rozszyfrowania znaków; liczy na to, że dzięki ich identyfikacji, opisowi i analizie uda jej się wniknąć w duszę naszych prehistorycznych przodków. Jak zawsze, u źródła sporów naukowych leżą odmienne ideologie. „Jedni woleliby widzieć w „Kotlinie Cudów” kolebkę europejskiej sztuki lub nauki, inni kolebkę religii. Dla turysty liczy się naprawdę zachwyt i wzruszenie, jakie wzbudza to piękne miejsce, no i fakt, że jeśli wycieczka się przeciągnie, można przenocować w tutejszym schronisku” – dodaje przewodniczka Sophie.