Czas zatrzymany
Kościelne organy
Brzmienie ciszy nie jest bynajmniej wyszukaną figurą retoryczną. Ów oksymoron – co nieprawdopodobne – można też ujrzeć. Można uwierzyć w kontrastowość barokowego sanktuarium jak w cud, który się wydarzył lub jak w cud, który istnieje. Stygmatyzowane zniszczeniem ściany wysokiego parkanu, ciągle nieodrestaurowane części wnętrza, elementy rzeźbiarskie i architektoniczne całego założenia świątynnego są tu raczej zaletą niż wadą. Gdzie można spodziewać się owego miraculum? W Krośnie przy Drwęcy Warmińskiej lub – jak kto woli: w Krośnie koło Ornety.
Rzeczna dolina
Czternastowieczną Pogezanię wypełniało jeszcze staropruskie nazewnictwo, gdy zainicjowany został proces kolonizacyjny. Biskupstwo warmińskie, do którego należała część krainy, zaczęło osadzać tu niemieckojęzycznych przybyszów. Któż mógłby wtedy przewidzieć, że na polach położnych nad Drwęcą (Warmińską) – prawym dopływem Passargi (Pasłęki), niedaleko rozległych lasów miejscowej równiny, powstanie wieś Krosno (Krossen)?
Nazwa ta dla polskiego dzisiejszego ucha brzmi niczym określenie miasta z Podkarpacia, kojarzy się ewentualnie z Krosnem Odrzańskim. Nic bardziej mylnego. Pruscy autochtoni własnym nazewnictwem starali się oddać charakter otaczającego ich przez wieki mikrokosmosu. Skoro płynąca struga wyrzeźbiła nieckę, to nazwali ów teren „Bludyny”. Niemieccy przybysze łatwo przetłumaczyli określenie. W dokumentach wieś zaistniała jako „Thalbach” („Dolina Strumienia”). „Krosnem” miejscowość stała się wówczas, gdy pod koniec XIV stulecia, wraz z sąsiednimi Gajlitami, weszła w posiadanie rodziny Crossenów.
Krużganki wokół kościoła
Wieczne powroty
W 1945 r. zniknęła z krośnieńskiego sanktuarium niewielka alabastrowa rzeźba przedstawiająca Madonnę z Dzieciątkiem. Na początku lat 60. XX w. odtworzono ów przedmiot kultu i ustawiono w kościele. Warmińska poetka Maria Zientara- -Malewska w trakcie przygotowań do ponownej konsekracji przetłumaczyła z języka niemieckiego pieśń maryjną zawierającą m.in. słowa odnoszące się do genezy sanktuarium: Niech rzeka zamieni krętawy swój bieg. Postawcie tu kościół bieluśki jak śnieg. Popularna suplikacja przechowała pamięć o wydarzeniach z lat 1707–1709, kiedy na potrzeby budowy większej świątyni i ustanowienia w niej centralnego ołtarza zmieniono bieg Drwęcy.
Determinacja osiemnastowiecznych fundatorów przybytku przypominała wytrwałość jeszcze starszych mieszkańców okolicznej, piaszczystej kniei. W maryjnym hymnie wspominano: Wśród Puszczy Szpitalnej, gdzie krzewi się wrzos, przed wiekami dawnymi odezwał się głos: Ave Maryja! Z rymowanego fragmentu dociera do nas zakorzeniona pamięć o władztwie sprawowanym niegdyś przez zakon szpitalny (krzyżaków) i reminiscencja legendy, według której bawiące się nad rzeką dzieci znalazły figurkę Madonny. Rzeźba przyniesiona przez nie do domu, a nawet zamykana w skrzyni, ciągle wracała na swoje miejsce. W XIV wieku odczytano to jako znak Bożej opatrzności i w konsekwencji zbudowano nad rzeką kaplicę, najpierw drewnianą, a następnie murowaną.
Sanktuarium w Krośnie koło Ornety
Kraina łagodności
Duży kościół zbudowano w Krośnie później – w 1720 r., w podobnym czasie, co sanktuarium w Świętej Lipce. Zewnętrznie również jest podobny do świętolipskiej bazyliki. Potem (1727 r.) przybytek otoczono jeszcze krużgankami i dodano trójskrzydłowy dom dla emerytowanych księży. W narożach krużganków znalazły się kaplice nakryte kopułami.
Fasadę kościoła pokryto sztukateriami, a nad wejściem głównym umieszczono stiukową scenę Nawiedzenia. Przednia ściana – z towarzyszącymi jej dwoma wieżami – zawiera nisze z figurami świętych. O wiele większą liczbę posągów umieszczono w formie galerii nad zachodnim krużgankiem.
Wnętrze świątyni stanowi jedna trójprzęsłowa nawa przykryta kolebkowo-żebrowym sklepieniem. Oprócz ołtarza głównego, usytuowanego w miejscu, gdzie przed wiekami dzieci znalazły figurkę Madonny, znajduje się jeszcze sześć ołtarzy bocznych we wnękach. W skład wyposażenia kościoła wchodzi m.in. ambona wykonana przez tego samego rzeźbiarza, który wykonał podobne dzieło dla Świętej Lipki i organy z prospektem ozdobionym kunsztowną snycerką. W przeszłości Krosno, podobnie jak świętolipskie sanktuarium, było celem licznych pielgrzymek.
W dzisiejszych czasach zaskakujący spokój i nienachalne piękno emanuje z całego założenia. Historia nie zawsze jednak była dla niego łaskawa. Kościół poważnie ucierpiał podczas I wojny światowej. Tragedia II wojny także mocno odcisnęła tu własne piętno, niekoniecznie nawet w sferze materialnej. Przykładem jest chociażby los ostatniego prepozyta (Pawła Lukwitza). Podczas exodusu 1945 r. duchowny dotarł do Gdańska, gdzie na ulicy został śmiertelnie postrzelony przez sowieckiego żołnierza żądającego zegarka.
Zagadką pozostaje więc, skąd wysącza się ponadczasowy urok tego miejsca? Być może jedną z odpowiedzi jest fakt posadowienia świątyni nie na wzgórzu, lecz we wgłębieniu, na nadrzecznych błoniach. Inną przyczyną niezwykłości tutejszego barokowo-rokokowego zjawiska jest jego rozmiar. Tej wielkości kościół z powodzeniem kojarzyłby się z obecnością w ludnym mieście, a nie z usytuowaniem w niewielkiej wiosce. Odwiedziny krośnieńskiego Domu Bożego wiążą się przeważnie z zaskoczeniem i zachwytem.
(Wszystkie zdjęcia: Jerzy Necio)
Jerzy Necio - to historyk zainteresowany przeszłością dawnych Prus (autor studium poświęconego Herkusowi Monte), regionalnymi dziejami Warmii i Mazur oraz dwudziestowieczną historią Polski. Publikował w wielu periodykach, m.in. w niezależnym olsztyńskim miesięczniku „Debata”, w „Przeglądzie Geopolitycznym”, „Studiach Politologicznych”

