VAL DI FASSA
tu zaczyna się prawdziwa narciarska przygoda

Ośrodek narciarski Val di Fassa jest jednym z najbardziej nowoczesnych ośrodków we włoskich Dolomitach. Posiada najnowocześniejsze wyciągi narciarskie i specjalny system armatek śnieżnych, które zapewniają wyśmienitą pokrywę śnieżną od początku do końca sezonu. Możliwość jeżdżenia na nartach codziennie w innym miejscu sprawia, że Val di Fassa jest całkowicie wyjątkowa i stała się jedną ze stolic międzynarodowego narciarstwa.
Kiedy stanąłem po raz pierwszy na stoku w Val di Fassa, poczułem się jak w sercu narciarskiego królestwa. Trudno tu nie zakochać się w Dolomitach: poszarpanych skałach, promieniach słońca, które zmieniają ich kolor o każdej porze dnia, i idealnym białym dywanie, który sprawia, że chce się jechać jeszcze i jeszcze. Tu narciarstwo nie jest sportem – jest doświadczeniem.
Moja narciarska wędrówka zaczęła się od stoków Belvedere i Buffaure. Szerokie przyjazne trasy to idealny wybór dla rozgrzewki i wszystkich, którzy cenią sobie komfort jazdy oraz piękne widoki. Każdy zakręt prowadził mnie jakby wprost do serca Dolomitów. A gdy nabrałem pewności – zacząłem szukać wyzwań.
I wtedy przyszedł moment na legendę: Sella Ronda – 40 kilometrów narciarskiej podróży wokół masywu Sella, w ciągłym ruchu, przez cztery doliny. Jazda tą pętlą to jak całodniowa opowieść. Co wyciąg – to nowe widoki, co dolina – to nowe emocje. Mając karnet Dolomiti Superski, można przemierzać ten region jak jeden ogromny narciarski świat. To nie zwykły skipass, ale przepustka do około 1200 km tras w 15 różnych ośrodkach. Prawdziwa wolność.
Z karnetem Dolomiti Superski mogłem wybierać dokładnie to, na co miałem ochotę danego dnia. A że po łagodnych skrętach zatęskniłem za adrenaliną, ruszyłem na Passo San Pellegrino, gdzie czekała na mnie La Volata. 2,3 km ekstremalnego zjazdu, miejscami 50% nachylenia. To trasa, na której czuje się respekt. Rozpoczyna się szeroko, ale w dolnych odcinkach zamienia się w wyzwanie, które testuje każdy mięsień nóg. Nic dziwnego, że trenują tam zawodnicy Pucharu Świata.
Mocnych wrażeń dostarczyła także trasa Ciampac w Alba di Canazei. Dawna arena zawodów Pucharu Świata jest wymagająca, szybka, a dzięki nowoczesnej gondoli łączy się bezpośrednio z Belvedere. To przejazd, który łączy sportowe emocje z narciarską wygodą – po prostu wjeżdżasz i jesteś w środku wielkiej doliny jazdy.
Kiedy wjechałem na Col Margherita, miałem poczucie, że czeka mnie egzamin. Stromo, technicznie, zaawansowanie wymagane. Na tej trasie narciarz naprawdę sprawdza, ile potrafi. Z kolei trasa Alberto Tomby w Vigo di Fassa zachwyciła mnie czymś innym – widokiem. Prowadzi wzdłuż masywu Catinaccio i daje poczucie, że sunie się przez kamienną katedrę natury.
A kiedy zapadnie zmrok? Dolina nie zasypia. Wręcz przeciwnie. Na trasę Aloch wracają miłośnicy nocnych wrażeń. Twardy śnieg, reflektory, cisza przerywana tylko dźwiękiem nart – to zupełnie inna, wyjątkowa odsłona narciarstwa.
I to wszystko mogłoby wystarczyć, ale Val di Fassa nie przestaje zaskakiwać. Jedno z moich najpiękniejszych przeżyć to Trentino Ski Sunrise. O świcie wjechałem pierwszą kolejką na szczyt, gdy świat jeszcze spał, a góry powoli budziły się w różowym świetle. Zanim zrobiłem pierwszy skręt na świeżo przygotowanej, idealnie pustej trasie, w górskiej chacie czekało na mnie śniadanie z lokalnych produktów: aromatyczna kawa, wędliny, sery i chrupiące pieczywo. Po nim – tylko ja, stok i cisza, jakby Dolomity przygotowały tę chwilę specjalnie dla mnie. To narciarski poranek, którego nie da się zapomnieć.
Val di Fassa to nie tylko liczby, wyciągi i długości tras. To emocje: mróz na policzkach, cisza wysoko w górach, słońce odbijające się w białym puchu, gorące espresso wypite w schronisku na 2000 metrów. Jeżeli istnieje narciarskie miejsce, które daje radość początkującym, satysfakcję ekspertom i wolność wszystkim – to właśnie jest ono tutaj.
Sebastian Wieczorek

