Solidarność
Delegacja „Solidarności” u papieża Jana Pawła II; od prawej: Danuta Wałęsa, Lech Wałęsa, Anna Walentynowicz, Władysław Siła-Nowicki; Watykan, 15 stycznia 1981 r. Fot. Archiwum IPN
Solidarność – to piękne słowo od 45 lat na stałe zagościło w polskiej historii. Jest symbolem przemian wywodzących się ze społecznego protestu. Początki „Solidarności” sięgają sierpnia 1980 roku, kiedy to w wyniku strajków na Wybrzeżu powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. To nie był tylko związek, ale wielki zryw społeczny, który przyczynił się do upadku komunizmu w Polsce, i był inspiracją do przemian demokratycznych w innych krajach. Warto przypomnieć jego najważniejsze symbole – robotniczy, graficzny i duchowy.
Strajk, z którego powstała „Solidarność”
W sierpniu 1980 wybuchły protesty robotnicze w wyniku podwyżek cen żywności oraz represji wobec działaczy opozycyjnych. Najważniejszy strajk miał miejsce w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, który rozpoczął się 14 sierpnia 1980 roku. Powstało 21 postulatów, wśród których kluczowe były żądania legalizacji związków zawodowych, prawa do strajku oraz wolności słowa. Skutkiem tych wydarzeń było podpisanie Porozumień sierpniowych, które gwarantowały legalizację i powstanie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.
Przypinka. Unikat, znaczek Solidarności wykonany w sierpniu 1980 r. przez strajkujących stoczniowców.
Znak ludzi trzymających się razem
Znak Solidarności wykonał 45 lat temu Jerzy Janiszewski, grafik z Gdańska, który od pierwszych dni strajku w sierpniu 1980 r. wspierał protest przychodząc pod bramę numer 2. Z czasem otrzymał przepustkę upoważniającą do wejścia na teren Stoczni „i tak już zostałem do końca strajku w samym jego centrum” – wspomina na swojej stronie www.jerzy-janiszewski. com. „Wiedziałem, że muszę coś zrobić, wyrazić jakoś swoje emocje, wesprzeć strajkujących. Jestem grafikiem, więc chciałem się wypowiedzieć poprzez plakat albo znak. Szukałem symboli, myślałem o bramie stoczni, która nie dzieliła, a wręcz przeciwnie – spajała wszystkich strajkujących. Rozważałem też flagi albo kwiaty. Zacząłem od spisywania haseł strajkowych pisanych na murach, gdzie powtarzało się słowo solidarność odmieniane przez wszystkie przypadki: tylko solidarnie, nasza solidarność, solidarni z…”.
Janiszewski wspomina, że któregoś wieczoru w mieszkaniu na gdańskiej Morenie chciał jak najlepiej wyrazić to piękne strajkowe hasło „i nagle przyszła myśl, że należy je napisać odręcznie, farbą, tak jak pisano hasła na murach. Zacząłem łączyć litery, tak jak łączyli się ludzie, którzy byli jakby ogniwami jednego łańcucha. Na papierze formatu A5, małym pędzelkiem i czerwoną farbą napisałem: SOLIDARNOŚĆ. Zbliżałem litery do siebie coraz bardziej, co miało symbolizować ludzi trzymających się razem – solidarnych. Akcenty miały kojarzyć się z ich głowami. Flaga najbardziej proporcjonalnie wyglądała na literze N. Za trzecim razem wyszły mi odpowiednie proporcje i dynamika znaku – wspomina grafik.
Jerzy Janiszewski już 20 sierpnia przedstawił swój projekt w Stoczni Gdańskiej do zaakceptowania i wyrażono zgodę na rozpowszechnienie go podczas strajku. Trafił na plakaty, przypinki, koszulki i do strajkowej prasy. W ten sposób „Solidarność” zyskała w kraju i na świecie wielką popularność, a krój liter nazwano z czasem solidarycą. Do dziś zachował się pierwszy oryginalny, wykonany przez Janiszewskiego, plakat „Solidarności”, który w 2004 r. został sprzedany na warszawskiej aukcji za 62 tys. złotych. Zakupiła go zajmująca się promocją twórczości artystycznej Fundacja Signum z Poznania.
Obecnie nazwa i znak graficzny „Solidarność” stanowią własność Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” i są pod ochroną prawną.
Solidarność to brzemię niesione we wspólnocie
Ojciec św. Jan Paweł II, który w 1979 r. modlił się z Polakami w Warszawie o odnowę oblicza polskiej ziemi sprzyjał strajkującym robotnikom i podczas audiencji ogólnej 20 sierpnia 1980 r. odmówił w Watykanie w języku polskim modlitwę: „Wspomagaj, Panie, lud, który pokrzepiłeś Ciałem i Krwią Twoją i za pośrednictwem Najświętszej Rodzicielki Twojej uwolnij go od wszelkiego zła i niebezpieczeństw i osłaniaj opieką wszystkie jego dobre dzieła. Niech te modlitwy powiedzą same za siebie, jak bardzo my, tutaj, obecni w Rzymie, jesteśmy zjednoczeni z naszymi rodakami w Ojczyźnie, z Kościołem w Polsce i jak bardzo wszystkie jego sprawy są nam bliskie i drogie. Jak bardzo za nie wstawiamy się do Boga”.
Ta modlitwa była odtworzona w strajkowym radiowęźle i była powielona w biuletynach strajkowych. Był papieżem wspierającym i inspirującym Solidarność. Siedem lat później podczas III Pielgrzymki do Ojczyzny powiedział w Gdańsku: „Jeden drugiego brzemiona noście – to zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy brzemię dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności. Nie może być program walki ponad programem solidarności. Inaczej – rosną zbyt ciężkie brzemiona. I rozkład tych brzemion narasta w sposób nieproporcjonalny. Gorzej jeszcze: gdy mówi się: naprzód walka – choćby w znaczeniu walki klas – to bardzo łatwo drugi, czy drudzy pozostają na «polu społecznym» przede wszystkim jako wrogowie. Jako ci, których trzeba zwalczyć, których trzeba zniszczyć. Nie jako ci, z którymi trzeba szukać porozumienia – z którymi wspólnie należy obmyślać, jak dźwigać brzemiona. Jeden drugiego brzemiona noście.
Drodzy bracia i siostry! Ze stoczni, z portów i z wszystkich gdańskich zakładów pracy, i nie tylko stąd, z różnych stron Polski. Drodzy bracia i siostry, ludzie pracy, środowiska pracy na całym świecie, dziękuję wam, żeście podjęli tę trudną pracę nad pracą, żeście podjęli tę szlachetną walkę, zmaganie się o godność ludzkiej pracy. Kościół dziękuje wam za to, żeście ją podjęli w obliczu Chrystusa i Jego Matki”. Trzymajmy się tych słów, znaków i symboli. Niech Solidarność żyje w naszych sercach.
Jarosław Wróblewski

