Biali niewolnicy

Proceder handlu białymi europejskimi niewolnikami, zdobytymi na morzach przez mahometańskich piratów, trwał od XIV do około połowy XIX wieku.
Korsarze nazywali mieszkańców Europy „białym złotem” i sprzedawali ich na targach niewolników albo wymieniali za okup. Najwięksi pechowcy kończyli przykuci do wiosła galery lub w kamieniołomach, szczęściarze trafiali do bogatych domów na służbę, byli wykorzystywani do pracy w polu lub oddawani do haremu. Sprytniejsi, po wykastrowaniu i przejściu na islam, mogli zrobić karierę w wojsku albo objąć stanowiska w urzędach. Oczywiście u Arabów pracowali również czarnoskórzy niewolnicy, ale biali służący świadczyli o szczególnym prestiżu w świecie zamożnych Berberów.
Wybrzeże Afryki Północnej znajdowało się w owym czasie pod panowaniem Osmanów. Przez ponad 500 lat muzułmańscy piraci porywali Europejczyków z obszaru całego basenu Morza Śródziemnego, wschodniego Atlantyku i Morza Północnego. Korsarze napadali na osiedla nie tylko południowych Włoch, Portugalii czy Francji. W połowie XVII wieku łupili także wioski i uprowadzali mieszkańców z Anglii, Irlandii, a nawet Islandii. Zdobywanie niewolników nie było dla muzułmanów działaniem marginalnym. Według angielskich historyków na bazarach w Tunisie, Algierze i Trypolisie sprzedano około miliona ludzi z Europy Zachodniej, a dwa lub trzy razy tyle zamordowano. Piraci nie uznawali bowiem pardonu, w związku z czym chorych i rannych dobijano, bo nie przynosili żadnego zysku. Wiemy też z zapisków Thomasa Jeffersona (późniejszego prezydenta USA) dotyczących jego pertraktacji z książętami berberyjskimi, że swoje zachowanie usprawiedliwiali oni Koranem, mówiącym, iż każdy, kto nie jest muzułmaninem, jest grzesznikiem, więc nie zasługuje na łaskę. Ciekawostkę może stanowić fakt, że niektórzy z korsarzy byli konwertytami, czyli chrześcijanami, którzy przeszli na islam. Oni również polowali na swoich niegdysiejszych pobratymców.
Piractwo w owym czasie stanowiło takie zagrożenie, że wielu władców europejskich decydowało się na płacenie danin korsarzom, aby zagwarantować bezpieczną przeprawę swoim statkom handlowym. W północnych Niemczech marynarze wpłacali do „kasy niewolników” – rodzaju ubezpieczalni – specjalne składki, które w razie porwania zapewniały wypłacenie okupu. Stawki okupu nie były niskie; za młodego mężczyznę trzeba było zapłacić równowartość 20 koni, na co niewiele rodzin mogło sobie pozwolić. Taka opłata dawała jednak szansę ludziom morza na uniknięcie strasznego losu. Również Kościół katolicki, a szczególnie zakon Redemptorystów, starał się walczyć z okrutnym procederem. Księża zbierali datki, dzięki którym wykupowano na targach niewolników wystawionych na sprzedaż chrześcijan. Dzięki tej działalności po pięciu latach niewoli udało się powrócić do ojczyzny jednemu z najważniejszych hiszpańskich pisarzy – Cervantesowi – autorowi „Don Kichota”.
Także Stany Zjednoczone borykały się przez wiele lat z działalnością berberyjskich piratów. Władze wypłacały im trybut wynoszący dwadzieścia procent budżetu państwa. Dopiero z początkiem XIX wieku Amerykanie podjęli skuteczną walkę na morzu z rozbójniczymi praktykami muzułmańskich korsarzy. W jej wyniku w 1815 roku zwolniono z niewoli bez okupu amerykańskich marynarzy, a w roku 1830, po zdobyciu przez Francuzów Algieru, uwolniono tam wszystkich białych niewolników.
Niewolnictwo było bardzo rozpowszechnione we wczesnośredniowiecznej Europie Środkowej i Wschodniej. Świadczyć o tym może choćby fakt, że w wielu językach słowo „Słowianin” i „niewolnik” brzmiało tak samo i traktowane było synonimicznie. W państwach arabskich używano na słowiańskich niewolników także określenia – sakalib, czyli „biały eunuch”, gdyż bardzo często mężczyźni, zanim trafili na targ, byli poddawani kastrowaniu. Ponieważ w owym czasie Słowianie nie byli związani w większy związek państw, stawali się łatwym łupem dla lepiej zorganizowanych ludów. Handlem słowiańskimi niewolnikami zajmowali się przede wszystkim Żydzi. Niewolników ze środkowo-wschodniej Europy, w tym wiele kobiet, pędzono na targ do Bagdadu; w przeciwnym kierunku, Jedwabnym Szlakiem, transportowano srebro, przyprawy, jedwab i inne egzotyczne towary z Azji.
Słowianami handlowano również na zachodzie Europy. W arabskiej Hiszpanii za słowiańskiego mężczyznę żądano jednego konia, a za kobietę cztery razy więcej. Handlarze zachwalali w swoich zapiskach przepiękną białoróżową karnację naszych przodkiń. Zapotrzebowanie na kobiety było w krajach muzułmańskich zawsze duże, ponieważ Koran zezwala swoim wyznawcom na posiadanie nieograniczonej liczby konkubin.
Istnieją dowody na to, że w samej tylko Kordobie w 961 roku żyło około 13 000 słowiańskich niewolników. Proceder handlu naszymi przodkami zaczął wygasać dopiero w XI wieku, po przyjęciu przez kraje słowiańskie chrześcijaństwa.
Na wagę złota
W czasach Chanatu Krymskiego Tatarzy często przeprowadzali najazdy na Polskę, Litwę oraz tereny Rusi, by pozyskać niewolników. Szczególnym popytem cieszyły się dzieci i kobiety. O tym procederze pisał nawet nasz poeta Jan Kochanowski w pieśni „O spustoszeniu Podola”. Wiemy także, że słowiańskie odaliski odgrywały czasami ważną rolę na dworze sułtańskim – np. rosyjskie korzenie miała matka sułtana Murata VI. No i kto nie słyszał o Roksolanie…
Z dokumentów wynika, że tylko w XVI i XVII wieku zniewolono od 1,5 do 3 milionów Polaków, Ukraińców i Rosjan. Trafiali oni najczęściej na targi niewolników w Stambule. Profesor historii Andrzej Dziubiński napisał: „Cały handel niewolnikami w Stambule pozostawał w rękach około 2 tysięcy Żydów, którzy zarówno tutaj, jak i w innych miejscowościach nad Morzem Śródziemnym prowadzili ten dochodowy proceder”.
Za ładne dziewczęta ze Słowiańszczyzny płacono do 40 czerwonych złotych (1 złoty to wartość 3,5 g złota).
Niewolnictwo kojarzy się głównie z czasami starożytnymi i plantacjami bawełny, a tymczasem jest to proceder obejmujący znacznie szerszy okres czasu i większy obszar geograficzny. W Turcji niewolnictwo zostało zniesione w połowie XIX wieku, a w wielu arabskich krajach znacznie później. Duża część zniewolonej słowiańskiej populacji na przestrzeni wieków uległa asymilacji, szczególnie że konwertyci mieli szansę na odzyskanie w miarę normalnego życia.
Jolanta Helena Stranzenbach

