Strachy, czarownice i neokolonialna psychocybernetyka
Śmierć Joanny d'Arc na stosie (Hermann Stilke, 1843)
Terroryści, szaleńcy z bombami czy nożami, wirusy, bakterie – świat niejednokrotnie nas przeraża. Nieustanny strumień negatywnych wiadomości stanowi ciągłe źródło lęku i zagrożenia. Na co dzień strach traktowany jest jako irytacja i stres, na który szczególnie narażone są kobiety, osoby bez mocno ugruntowanych kontaktów społecznych oraz młodzież.
Zapominamy, że uczucie to towarzyszy nam od najmłodszych lat, bo przecież lęk przed głośnymi dźwiękami czy przed wysokością przynosimy ze sobą na świat, natomiast pozostałe obawy są tworzone i utrwalane przez środowisko. Czasem te strachy są niejasne, mgliste, a czasem przybierają bardzo konkretne kształty. Zwykliśmy je traktować jako zjawiska negatywne, hamujące, paraliżujące, ale przecież strach potrafi też motywować. On nie tylko nas przytłacza, ale też stymuluje, zwiększa naszą kreatywność i kształtuje osobowość. Wyrobiliśmy sobie również różne sposoby radzenia z lękami, gdy się czegoś bardzo boimy, uciekamy często w świat fantazji i magii.
Polowanie na czarownice
Czary i czarownice mają długą tradycję zarówno w historii, jak i w literaturze, np. bajka „Jaś i Małgosia”, tragedia „Makbet” czy cykl powieści o Harrym Potterze. Czarownice często są przedstawiane jako silne niezależne kobiety i jako wcielenie zła. Niektórych czytelników może zaskoczyć fakt, że ich popularność nie zniknęła. W niedawnym ogólnoświatowym badaniu ponad 40% respondentów zadeklarowało wiarę w czary. W Europie systematyczne prześladowania domniemanych czarownic osiągnęły szczyt w XVII wieku. Teologiczne uzasadnienie wiary w czary „zawdzięczamy” traktatowi dominikanina Heinricha Kramera: „Malleus Maleficarum” („Młot na Czarownice”) z 1487 roku. Stanowił on teoretyczną podstawę procesów o czary, które zazwyczaj przebiegały według ustalonego schematu: denuncjacja, aresztowanie, przesłuchanie z torturami, w końcu egzekucja, zazwyczaj przez spalenie. Sam Kramer w ciągu dziesięciu lat pracy w roli inkwizytora skazał na śmierć około 200 kobiet. Swoich przeciwników, którzy kwestionowali istnienie czarownic, oskarżał o herezję. Najczęstszymi powodami rozpoczynającymi polowania na czarownice były: nieurodzaj, klęski żywiołowe i choroby. Trudne doświadczenia wymagały bowiem wyjaśnień, szukano przyczyn ich wystąpienia oraz kozłów ofiarnych, które zapłacą za to całe zło. W Polsce oskarżenia o uprawianie czarów skupiały się na tematach płodności, bezpłodności i posuchy. Szacuje się, że za rzekome stosowanie magii w całej Europie stracono około 50 000 osób, w tym ok. 25 000 na terenie dzisiejszych Niemiec. Masowe procesy miały miejsce szczególnie w Bambergu, Würzburgu i Trewirze. Ciekawe, że to kobiety stanowiły w 80% ich ofiary. Jak wyglądało postępowanie z czarodziejami? Podejrzanych o czary rozbierano do naga i golono, aby znaleźć diabelskie znamiona na ciele. Włosów pozbawiano też dlatego, że w nich ponoć znajdowała się szczególna moc pozwalająca na nieodczuwanie bólu. W trakcie okrutnych tortur, które miały zmusić do przyznania się m.in. do spółkowania z szatanem, ciało delikwentek posypywano siarką i przypalano lub powoli miażdżono kości. O czarodziejstwo oskarżono nawet Katarzynę Kepler, matkę słynnego astronoma Johannesa Keplera. W 1615 roku była sądzona w jednym z najsłynniejszych procesów o czary w Wirtembergii. Uniewinniono ją dopiero po sześciu latach. W Polsce w latach 1501–1794 przeprowadzono co najmniej 867 polowań na czarownice. W ich wyniku w stan oskarżenia postawiono ok. 1300 osób, ale nie wszystkie skazano na śmierć. Większość rzeczonych procesów miała miejsce w Wielkopolsce. Korona dosyć skromnie wpisała się w historię walki z magią. W porównaniu do Europy Zachodniej (zwłaszcza protestanckiej) procesów o czary było w niej niewiele. Działo się tak dlatego, gdyż w Polsce dominował inny system prawny i społeczny. Wreszcie w 1631r. anonimowo (z obawy o swoje bezpieczeństwo) Fryderyk von Spee – jezuita – opublikował dzieło „Cautio criminalis”, w którym podważył dotychczasowe praktyki ścigania przestępstw czarów, a w 1639 r. przeciwko okrucieństwu i samowoli sędziów w tego typu procesach wystąpił Polak Daniel Wisner. Z obawy przed represjami swój traktat opublikował on również anonimowo. Wpływ ich prac na rozwój wiedzy o czarownikach był raczej skromny, bo większość ludzi w owych wiekach nie umiała czytać, a nakład jednego tytułu wynosił ok. 500 do 800 egzemplarzy, ale już pojawił się promyczek nadziei na zracjonalizowanie problemu.
Niepewność społeczna
Subiektywnie rzecz biorąc, w ostatnich latach można zaobserwować wzrost niepewności społecznej. Ludzie boją się utraty kontroli nad życiem. Czy to z powodu troski o bliskich, czy z powodu własnych przytłaczających wyzwań. Kwestie takie jak inflacja, zmiany klimatu, choroba, brak stabilności czy zagrożenie wojną potęgują te obawy. Należy więc sobie uświadomić, że masowa histeria polowania na czarownice opisuje zjawisko, w którym to napięcia społeczne i religijne prowadzą do zbiorowego szaleństwa. Jego kulminacją jest zatracenie własnego „ja” i prześladowanie niewinnych ludzi. Społeczeństwa uległy podobnym zbiorowym manipulacjom w czasie komunizmu i nazizmu. Współcześnie terminu „polowanie na czarownice” używa się metaforycznie, aby opisać publiczną nagonkę na dysydentów lub przeciwników politycznych, czynioną często pod dużą presją społeczną i moralną.
Propaganda podprogowa
Nieraz zastanawiamy się, jak to było kiedyś możliwe, że ludzie wierzyli w różne głupoty i wyrządzali innym krzywdę. Nie zastanawiamy się jednak nad tym, jak my jesteśmy manipulowani. O tym milczą media. A przecież gry, filmy i reklamy przez ukryte obrazy albo subtelne sugestie nieświadomie przetwarzane przez odbiorcę, prowadzą do zmian zachowania człowieka. Od lat 70- tych na Zachodzie agencje PR opanowały doskonale kody kulturowe poszczególnych społeczeństw i stosują metody Edwarda Bernaysa, który uważany jest za pioniera public relations i propagandy. Bernays wykorzystał psychologię głębi swojego wuja, Zygmunta Freuda, do wywierania wpływu na masy. Wykorzystał fakt, że ludzie otępieni używkami, z rozhamowanym libido i rozhamowanymi instynktami mają obniżony potencjał sterowniczy, a to ułatwia ich zniewolenie. Nim rzucimy kamień w stronę przeszłości, przyjrzyjmy się własnemu postępowaniu. Trudno jest zachować trzeźwy osąd w grupie nawet wtedy, gdy jednostka nie podlega żadnej manipulacji, a co dopiero, gdy manipulowana jest jej podświadomość…
Jolanta Helena Stranzenbach

