Prawdziwa radość Świąt Bożego Narodzenia
„Pokłon pasterzy” – obraz przypisywany Tommaso di Stefano Lunettiemu
Nieodżałowany Papież Franciszek, który w Wielkanoc tego roku odszedł do Domu Ojca, swoją pierwszą adhortację apostolską zatytułował: „Evangelii gaudium” – „Radość Ewangelii” (2013). Radość należy do istoty chrześcijaństwa. „Ewangelia” oznacza „Dobrą Nowinę”. W trzecim zdaniu wspomnianego listu Franciszek pisał: „Z Jezusem Chrystusem radość zawsze rodzi się i odradza”.
Mało które święto w roku liturgicznym budzi w nas tak intensywne uczucie radości jak Boże Narodzenie. W te święte dni w sposób szczególny przepełnia nas poczucie szczęścia, znikają troski i smutki, rozkwita nadzieja na lepszą przyszłość. Wyjątkowa atmosfera tych świąt porusza serce, zaprasza do marzeń i daje przestrzeń cichej tęsknocie za innym, lepszym, spokojniejszym światem. Łagodny blask świec, strojna choinka, intensywny zapach gałązek jodły bądź jemioły, radość z pysznych świątecznych potraw i wypieków, rzewne melodie kolęd, miłość, bezpieczeństwo i szczęście z bycia razem wspólnoty rodzinnej, hojne obdarowywanie się gwiazdkowymi prezentami – to wszystko rodzi przeogromną radość w każdym sercu.
A jednak ta radość Bożego Narodzenia może być zwodnicza i powierzchowna. Tam, gdzie cierpienie i ból wdzierają się w życie, gdzie potargane więzy relacji osobowych, zdrada miłości, niesnaski rodzinne, problemy finansowe, a nawet ubóstwo, bezrobocie, choroba, śmierć bliskich, okrutne wojny blisko nas i daleko w świecie, ataki na fundamentalne wartości, na godność człowieka i rodziny – tam przyćmiony jest blask Bożego Narodzenia i gaśnie wynikająca z tej tajemnicy radość. W głębi naszych serc czujemy jednak, że istota radości Bożego Narodzenia nie zależy od tego, co zewnętrzne i powierzchowne. Święta chrześcijańskie bowiem nie wyczerpują się w szczególnych nastrojach i uczuciach. One mają głębokie i silne korzenie religijne, które ponad chwilowymi okolicznościami i uwarunkowaniami, ponad doczesnymi utrapieniami, decydują o wadze i sensie świętowania i są źródłem autentycznej i głębokiej radości. Celebrować Boże Narodzenie to znaczy sięgać również do korzeni chrześcijaństwa i odczytywać jego rzeczywiste przesłanie.
Istota Bożego Narodzenia tkwi w orędziu, które anioł skierował do pasterzy w Betlejem: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan" (Łk 2,10-11). Prawdziwa radość Bożego Narodzenia polega zatem na spotkaniu z samym Bogiem, który objawia się w małym dziecku, na doświadczeniu Go w świątecznej celebracji – «dzisiaj» – tzn. na pasterce lub dniu świątecznym, a także w świętowaniu w rodzinie i w relacjach międzyludzkich.
Bóg staje się człowiekiem. Bóg nie przychodzi na świat jako idea, jako teoria, jako przebłysk natchnienia Bożego Ducha. Bóg objawia się w małym dziecku. Staje się dzieckiem, ponieważ nie może jaśniej i precyzyjniej wyrazić, po pierwsze, że jest Miłością i Miłosierdziem, po drugie, jak bardzo nas ludzi kocha, i po trzecie, co to znaczy „być człowiekiem”.
Dziecko jako symbol oznacza przy każdym nowym narodzeniu „nowy początek”. W każdym człowieku jest zawsze „obecne” i to aż do śmierci – „małe dziecko”. Odkrywając to „dziecko w nas” dopuszczamy w sobie grę uczuć, uwalniamy je z więzów tłamszenia, odważamy się na entuzjazm, na pasję i spontaniczność. W Wigilię i w święta Bożego Narodzenia Bóg zaczyna w nas COŚ na nowo. Ci, którzy zerwali z nim lub z Kościołem Jego Syna, mają szansę zacząć od nowa, powrócić do Boga i do wspólnoty w Niego wierzących. Tam, gdzie wiara, miłość i nadzieja stanęły w miejscu lub zaczęły obumierać, może wydarzyć się to, o czym zwykliśmy mawiać w odniesieniu do nowych narodzin: dziecko wnosi życie i radość do małżeństwa, do rodziny, do domu, do ludzkich serc.
„Nazywamy się dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy” – mówi nieraz kapłan podczas Mszy św. przed modlitwą „Ojcze nasz”. Przez cały Boży rok jesteśmy ważnymi dorosłymi osobami, silną „kobietą” i silnym „mężczyzną”. W noc Bożego Narodzenia i w świąteczne dni wolno mi być tym, kim naprawdę jestem – „dzieckiem”, ponieważ Bóg staje się jednym z nas jako DZIECKO!
To właśnie dzieci spontanicznie i z radością wyczuwają istotę tajemnicy wcielenia Boga w nasz świat. Jako przykład przytoczę fragment listu otrzymanego po świętach Bożego Narodzenia (to już tak dawno – w 2014 roku) od przyjaciółki, lekarki Urszuli Kaiser (Montabaur):
„Tak, byłam z dziećmi. Wciąż na nowo tęsknię za Bożym Narodzeniem, bez tego wszystkiego dookoła, bez sterty prezentów; tęsknię za moim kościołem parafialnym, za moim zgromadzeniem liturgicznym, za ludźmi, którym mogę po Mszy św. rzucić się na szyję i życzyć im błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia pełnych głębokiej radości. Taką radość zgotowała mi w wigilię moja wnuczka Mariella. Mój zięć poszedł z nią do pokoju obok, kiedy spiesznie kładliśmy prezenty wokół Bożonarodzeniowego drzewka. Słyszeliśmy, jak głośno wołała z okna swojego pokoju: «Dzieciątko Jezus, przyjdź!» I stale na nowo: «Dzieciątko Jezus, przyjdź!» Potem zbiegła po schodach, stanęła w salonie przed choinką i zdumiona i zaniepokojona powiedziała: «A gdzie jest Dzieciątko Jezus?» – Serce mi podskoczyło. Nie interesowały ją te wszystkie pięknie zapakowane prezenty, ona szukała Dzieciątka Jezus… Miałam wtedy prawdziwe Boże Narodzenie!
Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak

