Powrót do prostoty

Mam chrapkę na babkę!
Powakacyjne tęsknoty powracają i domagają się uwiecznienia. Moje myśli skupiają się na ścianie wschodniej – stamtąd to pochodzi nasza sierpniowo-wrześniowa bohaterka: babka ziemniaczana.
Po szaleństwach kuchni typu fusion, składnikach dziwnych z całego świata – a to to, a to tamto – wracamy z ulgą do prostoty, do dawności. We wspomnieniach moich szczególne miejsce zajmuje babka ziemniaczana serwowana szczodrze przez Anię z rodu Siemaszków, przyjaciółkę od lat wielu, poznaną przed laty – o ironio! – na głodówce. Tym skromnym artykułem, Szanowni Państwo, chcę bowiem oddać cześć prostocie i, właśnie, przyjaźni – dzieleniu się i wspieraniu…
Wiadomo, z cebuli i ziemniaków możemy wyczarować wiele dań – to połączenie królewskie w smaku, a przypisywane ludziom biednym, bo i składniki tanie, i do trufli i krewetek im daleko – rosną często za domem, na polu czy w ogrodzie… Pamiętajmy, cebula jest bardzo zdrowa – gdy bez tłuszczu poddusimy ją na patelni, uwolni się z niej amoniak drażniący wątrobę i już bez poczucia winy możemy ją dalej przetwarzać.
Babka ziemniaczana to przepis z Podlasia, tak mówi internet, choć życie pokazuje, że jest ona obecna na stołach w całej Polsce. Można ją jeść od razu po upieczeniu, na zimno lub w plastrach podsmażonych później na patelni lub zapieczonych w piecu. Uwaga: niektóre przepisy zalecają odcedzenie wody ze startych ziemniaków, ja jednak polecam jej zachowanie – babka będzie delikatniejsza i mniej wysuszona. No i zdrowsza.
Dobra wiadomość: w tym przepisie proporcje są kwestią gustu. Podstawą są starte drobno ziemniaki zapieczone w piekarniku, a wcześniej posolone, mocno doprawione pieprzem plus, no właśnie, pokrojony drobno boczek parzony, wędzony lub surowy, kiełbasa drobno pokrojona, rumiane skwarki lub – w wersji wegetariańskiej – suszone pomidory. No i cebula! Starta (zmiksowana), a także w innej wersji: zrumieniona na patelni. W moim przepisie dodałam do boczku kminek, by uprażył się, zmiękł i oddał aromat, potem do startych ziemniaków dodałam dwa jajka, sól, pieprz czarny, garść majeranku i nieco natki pietruszki oraz koperek. Następnie dodałam cebulę przygotowaną na dwa sposoby, surową zmiksowaną na pastę oraz rumianą z patelni.
Moja babka
- 1–1,5 kg ziemniaków mączystych • 4 cebule (dwie starte, dwie uprażone na patelni)
- 300–400 g boczku (wędzony i parzony)
- 2 duże jajka
- sól, pieprz czarny, kminek, majeranek
- natka pietruszki, koperek
Masę (utarte ziemniaki, dodatki, cebula, jajka, przyprawy) mieszamy i wlewamy do formy do pieczenia wysmarowanej tłuszczem. Ja lubię chrupiącą skórkę, więc użyłam bardziej płaskiej formy. Pieczemy w opcji góra–dół w temperaturze 180 st. C do uzyskania rumianego wierzchu. I teraz to już tylko cierpliwość, lepiej dłużej i w mniejszej temperaturze – pamiętajmy, że babka musi być zwarta i nie powinna się rozpadać. Do tego celu najlepiej jest użyć ziemniaków typu „mehlig”, najlepsze są stare mączyste odmiany, np. polska Irga.

Po wyjęciu z pieca pozwólmy naszej babce nieco odpocząć – to kolejny etap cierpliwości. Po 15 minutach wciąż mocno ciepłą serwujmy z kefirem, zsiadłym mlekiem lub kiszonkami. Samo zdrowie!
I jeszcze jedna uwaga. W obecnych czasach każą nam bać się jedzenia, to, co nas trzyma przy życiu, ma być wrogiem. Wróćmy do właściwych proporcji, żywności z dobrych źródeł, a nic nam nie zaszkodzi. Niech towarzyszy nam umiar, ale i radość z jedzenia, z gotowania dla siebie, rodziny i przyjaciół.
Z serca życzy Wam tego wasz Ranonik!
Zdj.: MM, Polanka Horyniecka

