PIESZO z Kolonii do Królewca

Gdy byłem proboszczem w Mammendorf, pewnego majowego wieczoru zastukał do drzwi plebanii mężczyzna, prosząc o nocleg dla siebie i dwóch piesków. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ów sympatyczny Francuz z Bretanii pielgrzymuje pieszo do Ziemi Świętej. W rok później ponowne zaskoczenie, gdy wracając autem z Monachium ujrzałem na szosie „tę trójkę dzielnych pielgrzymów” w powrotnej drodze do Ojczyzny.

Nieco pokrewne przeżycie spotkało mnie przed rokiem, gdy w Wielkim Tygodniu nadeszła przesyłka z książką pt. „Wo bitte geht`s nach Königsberg? Eine Wanderung von West nach Ost“. Jej autora Christiana Heidricha (teologa, filozofa, filologa slawistę, publicystę, nauczyciela) poznałem osobiście rok wcześniej na sympozjum w Uniwersytecie Viadrina w Słubicach. Przedtem znałem to nazwisko z publikowanych od wielu lat w „Christ in der Gegenwart” celnych i głębokich perełek − rozważań związanych z niedzielną Ewangelią (polskie wydanie: „Fascynacja Ewangelią. Eseje o nadziei, radości i prawdzie”, Kielce 2008).

Kroczenie to dźwiganie wewnętrznego światła jasnej ciszy
Romano Guardini

Urokliwa to i niezwykła książka – zapis przeżyć, doświadczeń i przemyśleń „całkiem innego czasu” – tzw. rocznego szabatu. Autor po 12 latach pracy w gimnazjum w Östringen zatęsknił za „czasem dla siebie”. No i wyruszył w daleki świat!

Dlaczego Królewiec?

Iść pieszo do Jerozolimy, Santiago de Compostella, Rzymu, Asyżu, Częstochowy – to „normalka”. Ale pieszo z Kolonii – przez całe Niemcy i Polskę − do Kaliningradu, centrum tego wciśniętego jak obce ciało pomiędzy Polskę i Litwę małego skrawka Rosji!? Dlaczego Königsberg? Dla Heidricha odpowiedź była prosta: bo tam żył i tworzył wybitny niemiecki filozof oświeceniowy Immanuel Kant (1724−1804). Nie dziwi zatem, że ten swoisty „dziennik podróży” przetykany jest jak złotą nicią inspirującymi tekstami tegoż filozofa. A całemu wędrowaniu – przez wioski i miasta oraz zmieniający się jak w kalejdoskopie krajobraz − towarzyszą słowa jego słynnej sentencji: „Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią: niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie. Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie”.

Wzruszać muszą ostatnie strony książki, gdy Autor stojąc przy pomniku Kanta uświadamia sobie, że Königsberg stał się dla niego pewnego rodzaju „ideą”, niezwykłą metaforą dla wszystkiego, co przemija, a mimo to stale inspiruje i każe pytać o przyszłość ludzkości, Europy i jej ideały, o wierność jej chrześcijańskim korzeniom.

Motywację decyzji Autora, by wędrować przez 3 miesiące z Kolonii ku Wschodowi Europy wyjaśnia także jego biografia. Najpierw wczesne dzieciństwo na Górnym Śląsku (ur. w 1960 r. w Bierawie) i lata szkolne w Opolu, a potem przesiedlenie rodziny do Niemiec i studia tutaj – to fakty decydujące, że Christian Heidrich może czuć się obywatelem dwóch Ojczyzn: Niemiec i Polski. To „dziedzictwo” sprawia, że z taką łatwością i znawstwem prezentuje historię, dorobek kulturowy i aktualną sytuację gospodarczo- -społeczno-religijną w obu krajach.

Dlaczego pieszo?

Odpowiedź jest prosta: bo wszystkich trawi ciekawość drogi. Iść − to szczególny sposób postrzegania i percepcji. Heidrich, zapalony wędrowiec po górskich szlakach, wie, że idąc na nogach widzi się i słyszy więcej niż jadąc autem, koleją, okrętem. Jako znawca literatury ma w pamięci powiedzenie Goethego: „Tylko tam, gdzie byłeś pieszo, tam byłeś naprawdę”. Kraj przedeptany na własnych nogach ma inny wymiar w wyobraźni niż przejechany autem czy rowerem. Idąc pieszo zyskuje się pamięć przestrzeni, a rytm dnia wymaga wysiłku, samodyscypliny i determinacji. Idąc mam czas, by przeżyciom nadać obraz i kształt oraz przepracować je w ideę, a doświadczenia przemienić w wiedzę.

Urok książki

Książka Christiana Heidricha to „urzekająca mozaika – wielotematyczna i wielobarwna”. Jest tu niemal „wszystko, co ludzkie”: życie jednostek, grup społecznych i narodów, gospodarka, nauka i kultura, filozofia, religia i wiara, literatura i sztuka, codzienna prasa, czasopisma i książki, reminiscencje historyczne i teraźniejszość.

I co jeszcze bardzo istotne i znamienne: w gruncie rzeczy najważniejszym wydarzeniem dla Heidricha „w drodze” jest CZŁOWIEK! On szuka z nim spotkania, rozmowy, wymiany poglądów – wszędzie: po drodze, w gościnnych domach, w kawiarniach, barach i restauracjach, w hotelu, przy kiosku z piwem, w teatrze, w kościele, po Eucharystii. Chętnie wchodzi w interakcję ze „zwyczajnymi ludźmi” – z normalnymi i „oryginałami”, z wierzącymi i ateistami.

Szczególnym bogactwem tej książki jest jej głęboka duchowość, inspirowana Ewangelią Chrystusa. Duchowość nie abstrakcyjna, lecz związana z codzienną egzystencją, z konkretem „tu i teraz”, a dotycząca każdego człowieka, bo każdy jest „w drodze” – wszyscy jesteśmy nomadami!

Krótko: to książka niezwykle piękna, szczera, autentyczna w swej prostocie i duchowej głębi; książka, która uczy, bawi, wzbogaca i inspiruje. Pisana w drodze szuka także nowych dróg dla „człowieka w drodze”. A ponieważ jej akcja dzieje się na sporych obszarach geograficznych Niemiec i Polski, jej lektura może przyczynić się wydatnie do pogłębiania polsko-niemieckiego porozumienia.

 

ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak